Kanały:
Wpisy
Komentarze

wiatry i doliny

przypomniał mi się dawny opis mojego stanu ducha: elfy zdychają bez wody…

oto lekko zapasiony elf siedzi przed monitorem i próbuje nie kopać nowego dołka; dookoła pustynna pustnia, wody brak nawet fatamorganowej; ale wiatry wieją; dopadło; powinnam iść do doktora, który przepisze zolofcik i przeczekać w jakiejś norce te kilka dni, zanim zacznie działać; ale nie ma takich możliwości technicznych; muszę resztkami sił własnej woli utrzymywać się na powierzchni najdłużej jak się da; a potem??? nie mam pojęcia; może w końcu spadnie śnieg i wiatry przestaną wiać; i dół sam się zasypie??? maleństwo już nie jest małym nierozumnym maleństwem;  swoje widzi, swoje kojarzy i swoje wie;  a jeśli niepotrzebnie pokazuję jej świat  niekiedy odarty  z tęczowej poświaty???  czasami wydaje mi się, że ten klosz nad nią zbyt wielki  zbudowałam, a niekiedy – jak dziś – że zbyt brutalna jestem dla jej dzieciństwa;  ma dzieciństwo ciut inne niż jej koleżanki;  bo jej mama jakoś nie potrafi dopasować się do bycia rodzicem jak inni; zawsze miała ten problem dopasowywania; i tak zostało do dziś; i pewnie zostanie na wsze czasy – amen;

a dziś myślę sobie – przegrałam własne życie;

śmieszne, co?

oby nadchodzące jutro było lepsze; ale i tak się go boję; zaszyć się pod łożkiem i przeczekać do Kiedyśtam;

jak śpiewa ukochany maleńczuk: nic mi się nie chce …

krótki bilans zelixy

po 3 tygodniach ( chyba – liczę po opakowaniu) jakieś 4 kg mniej;

bez bólu uczucia glodu;

bez węszenia za jedzeniem;

zero nietolerancji;

zero skutków ubocznych prócz laczka w paszczy;

dodatkowy bonus w postaci lekko zwiększonej dawki energii codziennej:o)

niezdecydowanym – polecam :o)

nie chce mi się dwoch wątków pisać i tyle;

więc co do zelixy – dziś,a właściwie wczoraj( godz. 00:24 obecnie) minął chyba 15 czy 16 dzień;

efekty – wagowo około 3 kg mniej; buzia jak lilija piękna – w sensie, że zginął drugi podbródek; ponoć go nie miałam wg innych,ale ja wiem co widziałam codziennie w lustrze; on tam był!!!

tylko zaczyna mnie syfić drobno a dziwnie:o/ ale podobne stany miewałam często na przełomie sezonów zimowo-wiosennych i jesienno-zimowych, więc może to nie efekt uboczny tych tableteczek;

tak więc wagowo mniej; brzuszek tyciusi; ale i w staniczku robi się luźniej; cóż – coś za coś; każda chcialaby mieć talię osy i piersi pameli anderson;

a takie rzeczy to tylko w erze:o)

mój jadlospis z dnia 12 listopada wygląda nastepująco:

śniadanie – jedna czarna parzona mała kawa;

drugie sniadanie – zelixa i pół kubka wody;

potem obiado-desero-kolacja koło południa:

talerzyk podstawka spod własnej filiżanki, a na nim jakieś 4 łyżeczki tortu ( urodziny koleżanki w pracy), skubnięta opuszkami palców odrobina chipsów ( jakieś 4 całe sztuki) i około 10 orzeszków ziemnych;

potem był zapierdziel w pracy, potem już wyłącznie zapierdziel w sprawach osobistych; ale i dawniej takie dni bywały, a zawsze znajdywałam czas na małe conieco idalki, albo rekompensowalam to sobie wieczorem;

dziś nie – nawet pić nic innego niż woda mi się nie chce;

oby tak dalej:o)

i tyle w temacie zelixy:o))

a teraz osobiste i intymne ( czyli nieobecne) życie idalki:o)

okres spokoju i bezruchu odpokutowuję nadmiarem spraw i obowiązków;

sprawy odfajkowane na idalkowej liście bolesnej, w głowie tkwiącej:

- sąd okręgowy, referat wizytacyjny dostał mój wniosek, moj notarialnie poświadczony podpis osobisty, rysopis razem ze zdjęciem EXcentrycznego; będzie kęsim; tłumacz ma 2 tygodnie na przetłumaczenie dokumentów i potem już organy brytyjskie będą troszczyć się o to, czy zapłaci czy nie zapłaci; bo mi się już znudziło;

- zacisnąwszy zębiska pożyczyłam od będącej w posiadaniu koleżanki brakujące XXX zł, spłaciłam najpodlejszy z podłych kredytow, bo wspólny z EXcentrycznym; po dlugich telefonach i perypetiach z pismami, otrzymałam upragniony komplet dokumentów poświadczający, że jedynym współkredytobiorcą, ktory to splacił, byłam ja i że stan kredytu na dzień bla bla bla wynosi zero !!! alleluja :o)

teraz znów muszę zacisnąć zębiska i spłacić koleżankę, co skutkuje miesięczną ratą dwa razy wyższą niż ta z ugody bankowej; ale mam papiery:o)

i nie odpuszczę ( tu mina malego wrednego szczurzątka);

w przyszłym tygodniu jestem umówiona z panią prawnik; zrobi za mnie wszystko, a nawet więcej; poczeka z płatnością do czasu, aż wyegzekwuję kasę;

a co do egzekucji – najwłaśniejsza moja pani prezes zaoferowała się, że poprowadzi mnie za rączkę przy egzekucji poza krajem; ma doświadczenie zawodowe:o)))

w końcu kończę pisać pracę; proszę ze mną przez najbliższy rok nie podejmować rozmów na tematy mobbingu i pokrewne; wczoraj doszłam do wniosku, że to tak pasjonujący temat, że magisterka z tego to jakieś popłuczyny,  że to trzeba zgłębić bardziej; że te sto parę stron to zaledwie cząstka tego, co ja mam do przekazania w tym temacie; za rok czasu powinnam dojść do siebie, euforia opadnie, skleroza dopadnie i znów będę normalnym człowiekiem ( o ile to mozliwe) a nie nawiedzonym babskiem :O)

kurwa!!! czyżbym ja na starość kretyniała doszczętnie???!!!

a jak dostanę te ustęsknione pół kredytu splaconego i wywalę je na przewód doktorski???!!!

wtedy poproszę o odrobinę przemocy, kaftanik z długim rękawkiem i pokój z mięciutko obitymi scianami:o)

życia emocjonalnego jako takiego brak – ani zakochana, ani tęskniąca, ani cierpiąca; jakaś pustka w srodku, ale to jest tak przyjemne uczucie, że chyba zostanę z nim na dłużej:o)

w związku z tym – zycia intymnego też brak:o)

kiedyś idalka usłyszała o sobie, że jest rozpustną dziwką, ale to mówił chyba ktoś niespełna rozumu, albo zaslepiony zawiścią i zazdrością – bez powodu – zaznaczam,żeby nie było:o)

37 letnia rozpustna dziwka ze stanem ogólnożyciowego licznika męskiego zatrzymanego na cyfrze 6;

no rozpusta jakich mało:o))))

podejrzewam, że większość 20latek pobiła ten mój wybitny rekord po kilkakroć :o)

plany na przyszłość???  – nauczyłam się ich nie posiadać;

wstaję po prostu rano i cieszę się, że jestem :o)

marzenia??? – są, na szczęście są:o)

sny??? – miałam jeden przewielki tydzień temu:o))

aż go sobie tu zapiszę ku pamięci:o)

wstęp do snu: poranne czytanie poczty w pracy przy kawie; mail do koleżanki klasowej ( ale nie takiej z tych odnalezionych po latach na n-k :o))) ; z tą trzymamy ręce sobie na pulsie od czasów matury   ); mail o treści mniej więcej: padła propozycja wspólnego piwa pod koniec roku, co wy na to? – i tyle; od kilku lat raz w roku próbujemy z różnym skutkiem znów choć przez chwilę pobyć tymi małolatami z maturalnej klasy Vb :o)

odpisalam, że i owszem ja na to – i tyle; dzień jak co dzień; nie miałam czasu o tym ciut dłużej pomysleć;

wieczorem padnięta poszłam spać i oto mój sen:

jestem na tej imprezie klasowej, ale ona głośna jakaś taka, jak wesele niemal; w tle ludzkie postacie koleżanek i kolegów; wszyscy piękni i przystojni, wyelegantowani i wyniuniani,a ja??? :o))

matko jedyna:o)))) spodnie do pół łydki, a spod nogawek wystają kopytka utuczonej świnki; zbite w wałki kawałki tłuszczu, masakrycznego obwodu – to moje kostki; obciągnięte podkolanówkami “sexi” pończoszanymi w kolorze cielistym, zwinięte w ruloniki na tych rulonach tłuszczu, całe skulkowane i w oczka – te podkolanówki rzecz jasna, nie moje kostki :o) i tańczę z kolegą, który mówi mi, że tak slicznie dziś wyglądam :o)))) a ja wiem, że on mi to mówi w imię starego sentymentu do mnie, bo wyglądam jak 60letnia pani odziana w namiot ogrodowy wnuczki :o) i mam obraz tej tańczącej pary z moim myslotokiem w tle i nagle znajduję się w jednym pokoju z moją odwieczną niespełnioną miłością !!!

lezymy obok siebie ( kompletnie ubrani) i on mi coś bełkocze – ma wadę wymowy??? a miał te 16 lat temu, czy nie???? myslę sobie; i go oglądam przy okazji; i ja, z takimi uroczymi kostkami, tak odziana, włoski trzy na krzyż, tłuste strączki, ja przyglądam  mu się i mysle sobie: boszzze, jaki on paskudny, jak się roztył, a fuj i się duchowo krzywię,co ja z nim robię w tym łózku??? ja miałabym go tknąć??? w życiu:o/

a on dalej coś bełkoce; zaczynam rozumieć co mówi; zauważam,że ma mocno błyszczący jak niklowany aparat na zębach – oddycham z ulgą,;ach to przez ten aparat ten bełkot; a on wciąż mówi; i kiedy tak mówi i mówi,a ja tak leżę i go oglądam, to znów zaczyna mi się podobać; dawne uczucia wracają;

zaczynam go w końcu słuchać;

- i wiesz, gdybyś mi załatwiła ten diazepam, to ja bym im to pokazał, że biorę i oni by mnie nie dali do tego wojska; jak ja nie chcę pracować u nich w wojsku; jakby wiedzieli, że ja ten diazepam biorę ( co to kurwa za diazepam – myslę sobie), to by nie zgodzili się, żebym był pilotem w wojsku / realnie jest pilotem; cywilnym; lata rejsowymi samolotami/;

i zaczyna mi się żalić, jaką ma stresującą pracę, jaki to cięzki zawód i wyciąga garść tabletem różnej maści,a ja wciąż myslę – kurwa, co to jest ten diazepam!!!???;

a on bierze każdą tabletkę z osobna i mówi, na co ona; że na nerwicę, że na lęki, że na depresję; generalnie skończyło się tym,że zeżarliśmy we dwoje ze dwie kieszonki tych jego tabletek  :o)))

no i najlepsze – gwódź snu, chociaż niekoniecznie jedyny, ale najważniejszy:o)))

za chwilę widzę siebie w sali obok pokoju i mam swiadomość, że przed chwilą uprawiałam na haju seks stulecia i kurwa!!! nic z niego nie pamiętam!!! nic nie czuję !!! niczego nie widziałam !!! po prostu zwykła wiadomość w głowie, jak depesza: przed chwilą STOP uprawiałaś sex STOP było zajebiście STOP jak się czujesz? STOP  – no żesz kurwa noooooooooooo!!!!

nie zdązyłam w tym snie ochłonąć po takiej traumie, a tu druga się szykuje !!!! jestem pod drzwiami pokoju, chcę wejść z myślą, że może ON tam jeszcze jest i TYM RAZEM uda mi się coś złapać dla siebie z tego bzykania, a tu mamuuuuuuuusia moja z osobistym dzieckiem moim :o)

włazimy do tego pokoju, a tam na tym samym łózku, na którym ja chwilę wcześniej PODOBNO deprawowalam doświadczonego dupczyciela nr 1 na świecie, leży wioletta villas i ktoś ją bzyka !!!! a ona leży i kwiczy i drze się i nie wiem ( w tym snie ), czy ona drze się bo gwałcona, czy tak ze szczęscia, że ktoś ją rusza ,się drze tak skubana !!!

tego było za dużo nawet jak dla mojej podświadomości; obudziłam się :o)

i siedząc na kibelku przy pierwszym porannym sikaniu nadal plułam sobie w brodę z tym sexem:o)))

to był najprawdopodobniej jeden jedyny raz z NIM i więcej takich razów jak nie było, tak nie będzie; ani w realnym świecie ( tu nie ma raczej wątpliwości), ani w sennym ( skoro przez 16 lat się nie wyśnił, to niby dlaczego ma mi się to przydarzyć jeszcze), a ja mam czarną dziurę a nie wspomnienia bajeczne, no szlag nooooooooooo!!!!

i dalej kombinuję, skąd ta villas u mnie w głowie??? na taki smakowity deserek :o))

i te moje kostki :o/

o mamussssss – a jeśli to wizja przyszłości ???!!!

nieeeeeeeeeeeeeeee!!!!!

właśnie pomyslałam coś; dlaczego mam amnezję na ten sex; widok własnego nagiego ciała z taką tuszą, z tymi kostkami mógłby mnie zabić, a przynajmniej po przebudzeniu doprowadzić do ukochanego depresyjnego stanu;

podświadomość chyba dobrze wie co robi;

choć z drugiej strony:o/

nie mogła wykombinować mnie o figurze JLo, skoro już miał nastapić ten jeden jedyny RAZ z NIM :o)????

no jak zwykle kurwa mam pod górkę – nawet w takich sprawach jak własny, osobisty sen;

w południe zadzwoniłam do koleżanki – Elka, co to jest kurwa ten diazepam ???!!

uprzejmie informuję, ze to psychotrop podawany przy depresjach, jakichś zespołach maniakalno-depresyjnych czy  coś koło tego; w sieci na pewno mnóstwo informacji na ten temat;

ja wiem jedno, że ani o tym ostatnimi tygodniami nie czytałam, ani nie dyskutowałam;

z uwagi na swoje skłonności do depresji znam kilka skutecznych leków nowej generacji, pamiętam ich nazwy a nawet ceny co niektórych, bo bolały lekko przy kasie;

ale o diazepamie świadomie nie słyszałam nawet;

albo mi pamięć szwankuje;

jeśli to wizja przyszlości, to jedyna moja pociecha, że aktualnie robię co mogę, aby do tych kosteczek nie dopuścić i się nie zapuścić; może oto zmieniam swoje losy:o)))?

dobija druga w nocy – chyba powinnam się zdrzemnąć przed pobudką o 5.45 :o)

the end

dzień 8

nie ważyłam się przed godziną zero; uznałam,że nie mam takiej potrzeby;

jeśli wbiję się w moje ukochane spodnie sprzed roku, to bedzie znak, że zrzuciłam jeden rozmiar odzieżowy kilogramów:o)

ale dziś, w ósmym dniu i bez ważenia czuję miękkość nagłą mojego brzuszka sadełkowego pomimo miesiączki, którą własnie dostałam:o/

dopiero niedawno odkryłam,że w czasie miesiączki ważę średnio 2-3 kg więcej – masakra!!!

więc pomimo to – mam odczuwalnie węższe kostki ( moja zmora) i mniejszy brzuch;

pora zacząć sie masować i namaszczać; nie mam już 20 lat i nie marzy mi się skóra brzucha leżąca na kolanach:o/

wczoraj w ramach bycia zapasioną doświadczoną świnką morską wzięłam zelixę w południe;

o mamusssssssss!!!! do drugiej w nocy siedziałam na telefonie z zasypiającą psiapsiółą po drugiej stronie miasta, nie czując ani odrobiny zmęczenia czy senności !!!

rozmowa skończyła się niespodzianie, kiedy usłyszałam lekkie sapanie w słuchawce ;

zasnęła bidula :o))))))))

a ja mordowałam ksiązkę do 2.30 i ppróbowałam zasnąć;

pobudka o 6ej rano, lekki niedowład umysłowy z braku snu,ale w tej chwili ( godz.15:17) znów jestem na lekkim speedzie zelixowym;

więcej testowania godzin brania nie będzie;

kapeć w paszczy nadal i to niekiedy ogromny; na ten efekt skarżą się wszyscy;

ale takich rzeczy to ja mogę doświadczać do usranej  śmierci, bylebym nie musiała doświadczać efektów własnego lenistwa, łakomstwa i defektów genetycznych po przodkach;

na dziś the end w sprawie zelixy

dzień 2

dzień drugi czyli dzisiejszy; nei miałam kiedy zapisać wrażeń po zelixie – inne mi zuepłnie czas zajęły:o)

staram się zazywać o tej samej porze – dziś również godzina 10;

po pierwszym sniadaniu zjedzonym około 8ej rano;

w dwie i pół godziny po zażyciu przez jakieś 15 minut miałam lekki zjazd w postaci dziwnej lekkości w łepetynie;

suchość w ustach ciut większa niż wczoraj; kubek z herbatą nie stoi spokojnie;

własnie mija 3 godzina od zażycia; ciekawe, kiedy osiąga sie punkt kulimnacyjny;

niektóre dziewczyny brały tabletkę dopiero w południe z uwagi na to, że około 20ej godziny dostawały ataku głodu;

nic takiego wczoraj nie zaobserwowałam u siebie;

lekkość łba nadal odczuwalna, tyle że słabiej;

mam powiękoszoną jedną komorę serca i to dosyć poważnie;

nie czuję żadych niechcianych efektów z tej strony;

zobaczę, co będzie w dalszym ciągu dnia:o)

—————–

na późny obiad zjadłam pół paczki mrożonego szpinaku i półtora sztuki mrozonej ryby nieznanego mi gatunku ( nie wiem czy panga, czy mintaj bo oryginalne opakowanie idzie do smieci a rybki wsadzam do pudełka w zamrażalniku bez opisywania);

po jakiejś godzinie mala skubała z łupinek fistaszki;

sięgnęłam i po dwóch mialam dosyć;

zjadlam jeszcze pięć na siłę, żeby sprawdzić co będzie dalej;

więc dalej było mulenie i wrażenie zjedzenia tony orzeszków,a nie kilku sztuk;

bilans tego co zjadlam:

8 rano – 3 kromki prawdziwie ciemnego chleba z ziarnem

12 rano – warzywny serek danio z czosnkiem

17/18 – obiad

19/20 – 7 sztuk fistaszków

oraz 3 łyżeczki tureckiego przysmaku – orzechów w miodzie

cały dzień – dużo wody, bo wciąż mam sucho w paszczy;

brak poczucia glodu i odruchu siegania po przekąski przez cały dzień;

dzień 1

małą białą tableteczkę wziełam o godzinie 10 rano;

zero jakichkolwiek odczuć poza lekkim suszeniem w paszczy;

żadnego większego braku łaknienia, co sugerowałby skład;

nic mi się w mózgu nie przyhamowało :o)

chociaż późną obiado-kolację zjadłam bez rzucania się na talerz i ostatki jadłam raczej z nawyku a nie głodu; uzmysłowiłam sobie to jednak dopiero jak skończyłam jeść:o)

uważam, że czas zazywania zelixy to nie okres wyłącznie tracenia wagi;

wiem,że mam teraz mozliwość spokojnej powolnej zmiany nawyków zywieniowych;

choćby własnie jedzenia z nawyku,a nie zaspokajania głodu;

mogę na spokojnie zacząć obserwować siebie;

jakiś czas temu zauwazyłam,że mam napady głodu najczęsciej wtedy, kiedy długo nic nie piłam;

doszłam do wniosku, że faktycznie tak rozpuściłam swój organizm,że  nie umiem rozpoznać sygnału pragnienia od sygnału głodu;

powoli zaczęłam próbować i – hmmm, potwierdziło się;

szklanka czy dwie herbaty albo wody z cytryną i miodem w zupełności wystarcza mi po 20ej :o)

tak więc – 1 dzień za mną bez jakichkolwiek efektów;

godzina zero wybiła

próby zrzucenia wałeczków sadła kończą się najczęściej niczym;

badania przeprowadzono;

przyczyny po części ustalono;

druga część ustaleń nastąpi w tempie “expresowym” – w grudniu; dokładnie 11 około godziny 14.30;

tak działa bezpłatna służba zdrowia;

nie zamierzam czekać do tego czasu spasiona jak prosiaczek przed bożym narodzeniem;

zelixa – wrzucić w google i jak w kilerze – siara, memory fine i wszystko jasne;

skutki uboczne zamierzam opisywać skrzętnie – dlatego to miejsce;

znikające dekagramy i kilogramy ( oby) również;

postaram się nie być wylewna; jedynie rzeczowa i skrupulatna; i systematyczna – w zapiskach i w spozywaniu zelixy:o)

tak więc godzina zero wybiła – nawet dokładnie; jest równo północ;

podaję dokładne dane środka, gdyby ktoś chciał spróbować;

zelixa, 15 mg, 30 szt, dawkowanie 1 tab dziennie; cena opakowania 71 zł z groszami; wyłącznie na receptę;

wyznanie :o)

jutro kończę 37 rok życia – ani to dużo ani mało:o)

niby już pół statystycznego życia za mną – ale ja wierzę gorąco – najlepsze jeszcze przede mną:o)

jest koło 19ej, maleństwo zasnęło na sofie, więc ja siedzę cichutko przed komputerem i się lenię:o)

i teraz tytułowe wyznanie:o) :

tego chłopca pierwszy raz zobaczyłam pod koniec lat 90tych – w tv oczywiście :o)

miał długą grzywkę i lekkiego strita w którymś oku :o)

robił prześmieszne miny i spiewał w boysbendzie :o)

powiedziałam wtedy jeszcze nie EXcentrycznemu, a ukochanemu mężulowi,że z tego gościa kiedyś będzie ktoś :o)

i czekałam cierpliwie, aż zacznie śpiewać coś sensownego a nie tylko sensownie wyglądać:o)

no i zaczął:o)

od lat jestem jego gorącą wielbicielką :o)))

zbieram jego płyty, na pulpicie komputera mam folder z jego fotkami, ktore oglądam kiedy mi smutno i źle – mała, nieszkodliwa mania :o)

a od kilku lat niezmiennie kojarzy mi się z kimś – i z urody i z temperamentu :o)

ot – lekki i niegroźny bzik idalki :o)

ale czy można nie uwielbiać takiego gościa:o))))))) warto obejrzeć te kilka minut w całości :o))))))))))))

www.popfan.tv.wrzuta.pl/film/hZ0rVcHJtX

no i co z tego,że mam pod czterdziestkę:o)))

to 40tkom nie wolno być już platonicznie zakochanym:o))????

a co do muzycznych fascynacji – w maju koncert DM :o))) w warszawce :o)))

mam nadzieję, że Gosiak da schronienie – mi i dziecku :o) dziecko skażone choć nie fanatycznie :o)

jesienne dołowanki

zanim będzie pocieszająco, najpierw wyleję żalowe żale;

w niedzielę umarła mi pralka; ostatecznie i nieodwołalnie; pogrzeb będzie miała piękny;

ale życie jest brutalnie przyziemne, trzeba było kupic nową pralkę – a tego nie miałam absolutnie w planach na najbliższe dwa lata; cóż – planujemy po to, by móc potem je opłakiwać;

w środę pękła mi podeszwa w nowym bucie, od którego wywaliłam paragon;

w piątek w jakimś syfiarskim sklepie o syfiarski kosz rozdarłam sobie mój ukochany, nowiutki płaszcz;

trzymam się dzielnie i nie płacze, choć mam ogromną ochotę;

nie jest źle, tragicznie jeszcze mniej, ale jednak jesień, halny i wirusy oslabiają tak mocno, że tylko szukać kącika i chlipać i siorbać noskiem; a kiedy tak smutno jesiennie, trzeba zrobić sobie atmosferkę :o)

moim ukochanym Bajorem:o)

http://zabek72.wrzuta.pl/audio/8VglcQTEg9/bajor_-_nie_chce_wiecej

a kiedy już w dołku dostatecznie przysypię się piaseczkiem i poklepię saperką, wstaję i życie znów piękniejsze :o)

sezon uznaję za otwarty

niniejszym grypowy sezon 2008/2009 uznaję za otwarty;

dwa tygodnie temu padło dziecko, kilka dni temu – padłam ja;

ja padłam totalnie i do imentu; od wtorku dopiero dziś mogłam zwlec odwłok z łożka i usadzić go w fotelu, sprawdzić pocztę i wysikać się bez mroczków przed oczami;

ale nadal jestem jedną wielką fabryką wydzielin różnej konsystencji, koloru i zapachu – jedno wielkie rozczochrane fuuuuuuuj:o/

swoją chorobę uznałam jako wielką karę od Bozi, niemal zgodną ze starym powiedzeniem: nie bluźnij, bo ci Bozia język upierdoli;

ja w niedzielę nabluźniłam ostro na EXcentrycznego; garnek mi przez niego żywym ogniem w kuchni zapłonął; mieszkanie smierdziało 3 dni spalenizną nie do usunięcia żadnymi,znanymi mi srodkami;

klęłam i złorzeczyłam tak pod jego adresem, jak dawno tego nie robiłam;

no i w poniedziałek już drapało mnie w gardle;

jak nic – Bozia;

litościwie języka nie uciachała, lecz w swej litościwości odjęła mi mowę do dnia wczorajszego; nie mogłam mówić nawet szeptem, zbyt wiele wysiłku mnie to kosztowało;

leżąc na wpół przytomna te kilka dni w łóżku, miałam czas na dokonanie aktu żalu i skruchy, więc wczoraj wieczorem mogłam już mówić; cicho, powoli,ale jednak – mówić;

kto mnie zna, wie jaki to ból ogromny na duszy mej – nie móc mówić;

zostałam więc ukarana;

lodówka pusta, zamrażarka również; dziś wykorzystam więc nieletnie dziecko do dźwigania niedozwolonych ciężarów;

i tak się zastanawiam: dziecko niby małoletnie, dziewczynka, co to jej piersiątka dopiero rosną;

dzidzia, co to jeszcze chce całuska w czoło przed snem i najlepiej przytulić i zaśpiewać jej kołysankę;

ale fizycznie bydlę wyższe ode mnie, silniejsze i niby dlaczego to ona jest wykorzystywana,a nie ja???

niech kurwa tacha siaty i przygotowuje się do roli opiekunki zniedołężniałej matki, którą kiedyś w końcu się stanę;

a że zejść z tego świata nie zamierzam tak szybko, to będzie miała okazję długo szlifować swoje  umiejętności;

kończy mi się papier toaletowy do smarkania:o/

nie ma jeszcze południa,a potwór wraca ze szkoły koło 15ej;

cóż – takie zycie – sięgnę chyba po babciny sposob smarania w poszewkę od poduszki:o/

« Nowsze Posty - Starsze wpisy »