Archive for Październik, 2011

czterdziecha i takie tam

Minęło sobie te 40 lat tak samo jak i 30 i 20. Czyli bez wstrząsów, łez radości czy smutku – normalnie – moje własne osobiste święto, które lubię ze względu na glorię i splendor mojej osoby, na przyjmowanie życzeń i prezentów itd.

Czubkiem nazywam tych, którzy nie lubią świetować swojego święta :D.

Wzięłam sobie w ten dzień wolne, mamusia niemal wyschła z ciekawości ( wymsknął mi się niechcący ten news), co też ja będę za harce czynić w ten bezbożnie wolny dzień w środku tygodnia, zanim ona mnie odwiedzi :D/

Cóż – leżakowałam, gniłam, walałam się po łóżku z sagą :D. A potem z bólem serca musiałam odstawić się od lektury, posprzątać domostwo, przygotować wyżerkę dla mamusi, gościć się i dopiero po 22ej mogłam z błyskiem w oku wrócić do czytania.

A saga – tiaaaaaaaaaaaaaaaa. W ten weekend wciągnęłam 5 tomów. Jednak cały poprzedni tydzień nie ruszałam w trosce o własne zdrowie psychiczne :D. Wtedy poprzestałam na 28 tomie, zrobiłam sobie odwyk, bo zaczynałam już wierzyć, że i ja jestem jedną z “wybranych” :D.

Dziekuję Boziulkowi, że nie dorwałam tej ksiązki w czasach edukacji szkolnej, bo marnie widziałabym ten semestr, w którym bym dorwała się do czytadła. Wprawdzie panie bibliotekarki kusiły mnie kiedyś, pamiętam jak przez mgłę, ale jak zerknęłam na okładkę to odpychało mnie. Kojarzyło mi się to z ksiązkami o pingwinach ( chyba) Centkiewiczów (chyba). o teraz :D.

Wprawdzie Kaśka zachwycała się i polecała mi ją gorąco już kilka lat temu, ale z kolei Kaśka czytuje harlekiny :D. Więc – wiadomo :D. Tydzień przerwy od sagi nie oznaczał jednak tygodnie bez książki w ogóle. Wróciłam do ukochanego Reamrque. Dziwnie czytało się papierową książkę po takim wtopieniu się w sagę w czytniku. Któregoś razu próbowałam przesunąć stronę bezmyślnie cisnąc prawy róg książki – ułamki sekund, ale jednak :D.

No i czytnik nie uchronił mnie od kupowania książek. Co to, to nie. Zwiększył tylko mój ich przerób i to wszystko. Lenistwo nie pozwalało mi na częste odwiedziny w bibliotece ( poza tym w pewnym momencie bywa, że nie ma tam nic nowego do czytania), a kasa i brak domku jednorodzinnego nie pozwalały mi na kupowanie wszystkiego, co chciałabym mieć do przeczytania. Czytnik nadrabia te braki znakomicie.

Ale papierowa, nowiutka książka, czasami owinięta jeszcze folią, jej zapach, ta sztywność grzbietu nieruszanego, szelest kartek – tego nie zastąpi żadne elektroniczne, choćby najsuperowsze, urządzenie.

Bo książka to książka. I za rok najpewniej znów będę miała problem z miejscem na nie. Miejsce na ścianach niby w dużym metrażu wolne, ale czy chciałabym żyć w oregałowanym od podłogi do sufitu mieszkaniu? Taaaaaak. Mam przed oczami biblioteki domowe z filmów. Regały z drabinką właśnie od podłogi do sufitu na wszystkich ścianach, na środku wielkie biurko z zieloną lampką, skórzany fotel – marzenia nie bolą :). Jeszcze wielkie okno i drzwi na taras, a w głębi park.

Po mojej 40tce nastąpiła 16 kangura. Przylazł do mnie o poranku, łasił się i tulił i marudził, że już stara dupa z niej. Więc o 10:50, kiedy dokładnie o tej porze wycisnęłam ją resztkami świadomości na świat, złapałam ją za globus, wyściskałam, wycałowałam, wytuliłam,a potem złapałam za jej wielkie łapy i wyklaskałam wszystkie przyśpiewki z czasów niemowlęctwa, kosi kosi łapki ( a w sumie to sadystyczne – kto kosi te łapki?!  i czym?!!! ), tu tu kokoszka warzyła  ( też w wersji -a temu łepek urwała i  fryyyyyyy poleciała – tylko bracia grimm mogą się z tym równać :D ) i tak dalej. Dziecię było debilnie szczęśliwe, smierdziel też, bo dostał w drodze wyjątku pozwolenie na wkopanie się na moje łożko, więc starał się być niewidzialny, żeby nie przypominać mi o sobie :D. Fajnie było :D.

W sumie od tego roku postanawiam sobie solennie, że teraz w każdy dzień moich urodzin będę brała sobie wolne, a co :D.

Za finansowe prezenciki sprawiłam sobie co?

Buciki :D Śliczne, słodkie, cacuszka. Wygodne, praktyczne, chyba trwałe :D – inne potrzeby poczekają sobie do innej okazji :D.

Tęskni mi się za jakimś małym chociaż szaleństwem. W końcu, po tylu latach, przestałam bać się pokazywać samej siebie. Nie w sensie ciała. W końcu mam w doopie chociażby minimalne spinanie tyłka, by kogoś nie urazić, nie wydać się inna ( gorsza, głupsza, brzydsza itd), nietaktowna, niesubtelna,dziwaczna, nie śmaka i nie owaka. Jak komuś nie pasuje – trudno. Musi to przeżyć, a potem może unikać :). Dziecko kocha, rodzinka za plecami pewnie suchej nitki nie zostawia, w pracy przyjęły to moje dobrodziejstwo inwentarza jakoś całkiem spokojnie, reszta – no właśnie :D niech reszta się spina, jesli czuje taką potrzebę :D.

Pół życia przede mną – mam nadzieję, wierzę i czuję, że to jest ta Lepsza połowa :D.

 

p.s.

przeczytałam ostatnio takie zdanie :D

że  pokolenie JPII zamieniło się na pokolenie JP (dla wyjaśnienia Janusz Palikot) :D

cóż :D

życie, moi drodzy, życie :D

Pudelek

tak, owszem – czytuję pudelka do porannej kawy; a chcę wiedzieć, jak dziwaczeją nasze rodzime “gwiazdeczki” i chcę oglądać ze świata piękne kobiety i mężczyzn, bo mi to sprawia przyjemność;
czytuję też czasami komentarze;
czy ktokolwiek pomyslałby, że to co poniżej wkleję, jest wlasnie komentarzem z pudelka?
a jest;
ktoś pięknie ubrał w słowa moje własne myśli;
dlatego wklejam, cytuję, zachowuję ku pamięci:
“wiecie czemu w tvnie tak propagują seks, ‘wyzwolenie’, tanią rozrywkę? spytajcie psychologa czy seksuologa. Społeczeństwo nastawione tylko na rozrywkę, przyjemność i lekki byt, wyzwolone, hedonistyczne, staje się z czasem masą bez większych ambicji, oczekiwań i celów, bo łatwość w nie wnika, ludzie przestają się starać, rozwijają się intelektualnie coraz słabiej, wystarczy im obejrzeć x factora lub zmagania modelek na poligonie z wyskakującymi piersiami i zadowoleni pójdą spać, zatracą hierarchie wartości poprzednich pokoleń i zapomną o hamulcach moralnych. Społeczeństwo hedonistyczne to społeczeństwo infantylne, bezmyślne i naiwne, czyli podatne na manipulacje władzy i mediów, które dyktują jak ma wyglądać styl życia i sposób patrzenia na otoczenie. Hedonizm może być dobry dla jednostki, ale nie dla mas, na które – dla dobra ich samych – trzeba nakładać pewne ograniczenia i kontrolę, bo stado nieprowadzone przez nikogo na właściwe ścieżki głupieje i traci jedność, poczucie tej kontroli, chęć rozwoju zastąpioną wygodą i lenistwem. Myślicie, że trzeba zwalczać tzw. ‘polską ciemnotę’ zagranicznym ‘oświeceniem’, tylko czy to oświecenie tak podziwiane rzeczywiście jest najlepszym rozwiązaniem dla ludzi? Zachód dobrze na tym nie wyszedł a jest liderem w całej tej nowoczesności – dzieci rodzą dzieci, szukanie sponsorów żeby wygodnie żyć, rozpad instytucji rodziny, ćpuny, orgie na imprezach, ślepa pogoń za modą, coraz bardziej kreatywni w swych zbrodniach młodzi przestępcy, niedouczenie, prostota umysłów, rażąca komercja, niskich lotów rozrywka plus upokarzające praktyki, promowanie poniżania i przekraczania granic przyzwoitości, bo wszystko co im bardziej przyzwoite tym nudniejsze i trudniej to sprzedać, wulgarność, epatowanie golizną i seksem, kondomy w prezencie od Bravo – to wszystko przyszło ze wspaniałego, oświeconego Zachodu i USA, a tvn chce teraz te ‘morale’ wprowadzić tutaj… wystarczy spojrzeć na niektórych użytkowników nk i ich debilne, często poniżające zdjęcia typu 15 latka w samej bieliźnie wypinająca się jak profesjonalna aktorka porno albo z nasieniem na klatce piersiowej – tacy ludzie nie mają zbyt dużo do powiedzenia, bo w głowach obszar nieeksploatowany i zastygły jak u typowej ofiary ograniczoności i komercyjnego odmóżdżenia… zezwierzęcenie, konsumpcjonizm i życie napędzane najniższymi instynktami, bez pomyślunku i głębszych idei to nie jest postępowość, to jest powrót do epoki kamienia łupanego i ludzi niecywilizowanych, dzikich i nierozwiniętych, bazujących na najniższych potrzebach. Wyborcy wyborni w oczach władz.”

gwałty

Gwałty. Ale nie te powszechnego znaczenia – cielesne.

Gwałtem na mej duszy było przeczytanie najnowszej książki Chmielewskiej, o takim tytule.

Co ja mogę powiedzieć, jej wierna czytelniczka, mająca specjalną półkę biblioteki na TYLKO Chmielewską?

Cóż, kobieta musi jakoś żyć, widać albo inwestycje nie wypaliły, albo oszczędności się skończyły i musiała cos z siebie wydusić, to wydusiła. Nie napiszę nic więcej, bo ją cenię i lubię,o!

Kolejnych gwałtów próbują dokonywać na mnie media w okresie wyborczym. Chronię jak mogę swoją cnotę i tv w domu ostatnimi czasy wyłączone. A zamiast bajeczki przed snem tefałenowskiego wydania 24, czytam sobie sagę o ludziach lodu :D.

Poza tym ciągle ktoś z otoczenia podejmuje próby gwałtu na mej duszy. Bronię się jak umiem i chyba daję sobie doskonale z tym radę :))))).

Drugi weekend pod rząd spedziłam z siostrzeńcami, tym razem w roli rasowej opiekunki pod nieobecność mamusi i tatusia. Są wspaniali, zachwycający, bezproblemowi niemal, jakieś 500% bardziej bezproblemowi bez swoich rodziców, niż w komplecie z nimi. Kolejny raz z kangurem przekonałysmy sie o trafności naszego sądu, że to dorosli wprowadzają ten cały zamęt i chaos. Bez tej otoczki z dzieciakami w domu czy na spacerze jest wyłącznie radość, chociaż nie powiem – po 1,5 godzinie latania z jednym, zaliczającym wszystkie napotkane schody, nieważne czy do kamienic czy na skarpach, byłam wiec po tej lataninie lekko umęczona, ale przyjemnie umęczona :))). Rodzice dzieci swoją bytnością zadają mi gwałt.

Poza tym moje dziecko przyprowadziło do domu chłopaka :D.

Nie mógł trafić lepiej :D.  Dziecko mamy po teologii, chadzające co niedziela do kościółka i spowiadajace się z takiej niebytności, jeśli owa się trafi :D.  Deprawacja chłopaka nastąpi – wątpię, żeby Kangura ktokolwiek przekabacił na cokolwiek  – no, poza mną :D.

Poza tym – dlaczego ja nie mam gosposi????  Hę???

Coraz częściej myślę o tym,że powinnam wydać sie bogato za mąż, za męża rzadko bywającego w domu, za to z pokaźnymi dochodami. Dlaczego – o idiotka przewielka!!!! – nie myślałam tak w wieku lat 20tu, tylko dwie dekady później tak mnie olśniło?!

Nie chce mi się w kółko sprzątać, mam dosyć wymyślania obiadków i w dodatku ich codziennego preparowania. Ja chcę gotować raz w tygodniu na ten przykład,ooo!!! I przestać w końcu martwić się, czy mi starczy do następnej wypłaty.

No to pomarudziła sobie Idalka i wróciła karnie do stosu fakturek, które uśmiechają się do niej czule – do 15tego unijny vat :o/.

The end

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.