Kurcze. Dwa miesiące. Nawet nie wiem, kiedy zleciały. Szmat czasu.
Paskudna alergia kontaktowa ( tak uczenie zdiagnozowała mnie lekarka, nie wiedząc jednak, z czym się mogłam tak elegancko skontaktować) minęła i odpukać – oby nie pokazała się już nigdy więcej.
Miśka wyruszyła do taty wystraszona i zestresowana. Godzinę przed wyjściem z domu wtuliła się we mnie i wyszeptała,że się boi, bo ona przecież jedzie do obcych ludzi. No i co zrobiła szlachetna Idalka??? No siadła, głaskała długie, chude bydle na swoich kolanach siedzące i tłumaczyła, pocieszała i nastrajała optymistycznie. Na szczęście były to tylko strachy na lachy i dziecko tylko pierwsze chwile po przylocie czuło się nieswojo. Zakochał się w niej domowy pies EXcentrycznego, zakochały się w niej sąsiadki oraz ich synowie – generalnie, dziecko zrobiło wrażenie, a tatuś zadzwonił specjalnie po to do mnie, by oznajmić mi, że jest pełen szacunku i podziwu dla mnie, że tak wychowałam JEGO ( KURWA,CO!!!! ) dziecko. Elegancko i grzecznie poprawiłam na NASZE i podziękowałam skromnie. Potem zadzwonił,że mi jej nie odda, a ja nie myśląc ani sekundy odparowałam,że nie musi jak nie chce, policja to zrobi za niego – no to dowiedziałam się, że to taki żarcik. H-a, h-a, ale śmieszne. Dziecko wróciło zachwycone i szczęśliwe do szarej rzeczywistości i widziałam, że ma ogromny problem z tym powrotem. Tatuś wziął sobie do serca moją prośbę, żeby traktować ją jak księżniczkę i naprawdę wszyscy ją tam tak traktowali. Po za tym realia życia inne. Dwupiętrowy dom, sklepy ze szmatami w takich cenach, że pomijając przelicznik 1:1, to nawet przeliczając funty na złotówki – po prostu jest taniej. Tenisówki 2 funty – u nas 4 dychy. Zarobki – 1400 funtów i moje 1400 zeta. Serce bolało, że tatuś kupił moje dziecko kilkoma szmatkami, ale wiedziałam, że to uwielbienie minie równie szybko, jak się objawiło. I nie musiałam długo czekać. Tatuś po tygodniu od przyjazdu miśki miał obowiązek wysłać alimenty. Cóż. Zadzwonił do własnego dziecka z przeprosinami, że alimenty wyśle później, bo teraz musiał wyslać pieniądze ojcu Renaty. Na zaległy czynsz. Bo chłop ma problemy z płatnościami, jednak z przelewem – wręcz odwrotnie. Przelewa ile się da i kiedy się da. Gdyby tylko Renata pracowała, nie bolałoby tak mocno, jak zabolało ze świadomością, że to on tylko pracuje i taki oto priorytet miał. Ale on nie widzi problemu, że kasę wysłał miesiąc później. Cóż. Ja zaczynam też nie mieć żadnych problemów. I skrupułów. Wobec niego.
Wkurwiło mnie tylko to, że kilka dni przed telefonem zadzwonił do mnie i jak zawsze robił dobre wrażenie: ależ kup wszystko co należy do szkoły, ja jak zwykle ci oddam całą kasę. -Kochanie. Ależ ty mi w przeciągu tych 8 lat oddałeś może ze dwa razy i to połowę. – No coś ty? Przecież ja co roku wysyłam – stwierdził lekko oburzony. -Tak kochanie. Rok w rok niemal odwalasz mi ten sam numer ze kasę na sierpień przysyłasz mi na koniec wrzesnia albo i w połowie października. Usłyszałam tylko krótkie “to niemozliwe” i nastapiła zmiana tematu rozmowy. Cóż.
Koniec marudzenia.
Po pierwszym zebraniu w nowej szkole małej, wróciłam w lekkim szoku do domu. Boże – jak ona sobie da radę?!Siedziałam i myślałam lekko przestraszona.
A potem wstałam i pomyślałam: Kurwa! A co sobie ma nie dać?! A musi. Sama w końcu chciała i wiedziała, gdzie się pcha.
Sister mi się zalegalizowała związkowo. Skromnie i cicho :). Maluszki były obłędne i na domowej imprezie dały ostro popalić. I poszły spać, jak wyszli ostatni goście :))). O drugiej w nocy siedzieli z gołymi stopkami w piżamkach i wsadzali sobie miedzy paluszki stóp podarte chusteczki higieniczne :D. I wszyscy byli już tak padnięci, że nikt nie pomyślał o nagraniu tego, albo chociaż jednej fotce z telefonu. Trudno.
Imprezę tę przypłaciłam jakimiś dwoma kilogramami nad program, który i tak już jest nadprogramowy :). Dziękuję ci sterydziku :). I słaba wolo – to chyba najbardziej ;))))))). A tradycyjnie – srał to pies.
No i wybory. Przed wyborami miejscowego prezia przyrzekłam sobie, że nigdy, ale to nigdy więcej nie będę głosować na mniejsze zło. Albo będę szła za głosem rozsądku ( o co u mnie czasami trudno), albo będę w akcie desperacji skreślać listę, ale nigdy przenigdy nie będę już głosować przeciwko komukolwiek. A że mój faworyt bezsensu niestety nie startuje, to będę głosować na jedyną opcję, w którą wierzę. W sumie do sympatyków ruchu palikota zapisałam się na samiutkim początku jego istnienia. Nie dałam się skusić na powiększenie grona członków – jakaś aspołeczna jestem i tego się będę trzymać. Z powodu wyborów odsunęłam swój urodzinowy wyjazd. Co się odwlecze, to nie uciecze. Choć fajnie byłoby swoje 40te urodziny spędzić gdzieś daleko od domu i to w dodatku samotnie.
No i odrestaurowałam swoje drzwi wejściowe :D. Szumna nazwa, ale naprawdę namęczyłam się koszmarnie ściągając stare warstwy lakieru, szlifując, skrobiąc i potem z językiem na brodzie malując na piękny ciemny kolor – teraz mam drzwi w wersji de luks :D dla mnie samej :D. Bo nikt inny raczej tego nie doceni :).
Przemyśleń duchowych nie będę spisywać póki co. Sama boję się swoich myśli i pragnień. Nie są w większości społecznie akceptowalne. Przynajmniej przez moje najbliższe środowisko.
A w wolnych chwilach pierwszy raz w życiu czytam sagę o ludziach lodu – 47 tomów :))))))). Mam co robić do listopada :))))))))).