po końcówce roku mało sympatycznej nie mogłam długo dojść do siebie; albo inaczej – mimo pozorów, ja gdzieś samą siebie zgubiłam; wpadłam JA gdzieś głęboko pod łóżko i tak leżałam i kurzyłam się sobie aż do niedawna :o)
uf fff – przypomniałam sobie o sobie, wpełzłam pod łożko, wyciągnęłam, wytrzepałam, wrzuciłam do pralki na krótki cykl prania i oto jestem :o))))))
ta daaaaaaaaaam:O)
ze wstydem przyznaję, że to co zgubiłam z zelixą w miesiąc, w kolejne dwa odrobiłam, na szczęście bez nadwiązki; jedak pora na kontynuację;
naprawdę polecam ją wszystkim zdesperowanym o ile ich nadmiar sadełka nie ma poważniejszych przyczyn niż “lekkie” problemy z tarczycą i takie tam inne, na co jednak lekarz przyzwala :o)
tak więc zelixo witaj znów :o)
praca dyplomowa złożona w dziekanacie, czeka cierpliwie na chwilę wytęsknioną, która nie jest zależna ode mnie w tej chwili w końcu:o) ale myślę, że cała ta afera z obroną to już tylko formalność i kolejny dyplom, tym razem z przepiękną piątką będę mogła wrzucić gdzieś do szafy :o);
w ataku radości z powrotu do swojego JA polazłyśmy dziś z kangurem na zakupy kosmetyczne; karta płatnicza zrobiła się gorąca,a mnie gorąco oblało w domu, jak pozbierałam paragony z wszystkich siateczek i siatuń; jak mi zabraknie na chleb pod koniec miesiąca, będę mogła siąść w łazience i nasycać się zapachem i widokiem ukochanych tubek, słoiczków, buteleczek itp :o)
no i butyyyyyyyyyyy:o)
cholera – zaraziłam tym małą:o/
cholera, z cholerą i na cholerze, cholera!
spopielały granat zamszowy, na szpilce – myślę już trzeci wieczór :o/
a niunia siedzi obok mnie wieczorami i myśli o zamszowych popielatych kozaczkach w dziurki:o/
dziś zaszłyśmy niechąco ( achaa) do kilku obuwniczych; i okazało się, że te rozważane przez nas są w nich droższe o kilka dyszek od wyszperanych na allegro wraz z kosztami wysyłki;
no i koniec rozważań wieczornych; klamka zapadła;
tylko czy ja aby na pewno mam zamiar chodzić często w 9-cio centymetrowych szpilkach:o/ ale nie umiem się od nich opędzić – no nie umiem:o/
no i ja naprawdę rozwijam się duchowo; może tego nie widac, nie słychać i nie czuć; ale rozwijam się;
wybaczam bliźnim, coraz mnie mnie w nich irytuje, jestem coraz bardziej wyrozumiała;
no i ta moja skłonność do starszych ludzi;
ja naprawdę przepadam z rozmowami ze starszymi ludźmi; choćby tymi spotkanymi przypadkowo, może jeden jedyny raz w zyciu :o)
jak dziś ze starszą panią, która opowiedziała mi o zmarłym mężu i o tym jak żyje jej się samej i jak okłamuje dzieci, żeby się nią nie martwiły i żyły własnym zyciem; to piękne; jak ta starsza pani :o)
a co może mi dać rozmowa z 20-tolatką??? odrobinę niesmaku i żenady – chyba że spotykam niewłaściwe 20-tolatki :o)))
kiedy pracowałam w szkole, uwielbiałam starszego pana, palacza, rocznik urodzenia 1935; po smierci żony sam wychował najmłodszego syna; przychodził do mnie ze słoiczkiem miodu z własnego ula albo butelką winka własnej roboty i opowiadał :o); cudny, dobry człowiek :o)
mój dziadziuś skubaniutki świętej pamięci:o)
widywałam go najczęsciej raz w roku w wakacje, ale i tak kochałam go ogromnie i niekiedy tak mi smutno, że moja niunia go nie zdązyła poznać; traf chciał, że tego wieczora, kiedy on umierał w szpitalu z moją mamą przy nim, ja robiłam właśnie niunię z ukochanym, bo miałam wolną chatę :o) i tak zadbałam o równowagę liczebną w naszej rodzinie :o) dziadziuś odszedł, a ja poczęłam najpiękniejszą istotkę na świecie:o)
jak ja się podśmiewałam w duchu z dziadka, kiedy w kościele na niedzielnej mszy ładował mnie z kuzynostwem do ławki obok siebie i napuszony jak paw przez całą mszę oglądał się za siebie i na boki, czy aby na pewno wszyscy widzą, że on z wnukami na mszę chodzi :o)
albo jak przyjechał po operacji do nas i mimo że pozostałych troje dzieci miało lepsze warunki mieszkaniowe, mogli mu dać osobne pokoje, to on wolał być u nas, gdzie leżał w przechodnim pokoju -no ale wtedy zycie nasze toczyło się na jego oczach,a nie za ścianą, kucze – o tym wcześniej nie myslałam:o)
ale kochałam dziadka w wiszących kalesonkach dreptającego do łazienki:o) i jego zamiłowanie do materiałowych chusteczek, które zapierałam z flegmy i smarków dziadkowych bez obrzydzenia, bo nic nie mogło mnie w nim zbrzydzić; jak się zżymał, że nie tak jak należy myję mu głowę :o)))
kurcze;
zdałam sobie sprawę, że jeszcze tęsknię za nim; chociaż śni mi się od czasu do czasu;
koniec
mimo pociągu do starszych ludzi, nadal mężczyźni pociągają mnie wyłącznie młodsi; jak kiedyś pisałam; to mam widocznie po babuni, zonie ukochanego dziadziusia :o) która była starsza od niego o jakieś 11 lat :o)
pomimo ustalonych już kwestii, jaki powinien być ten NAJ, nadal podtrzymuję w sobie teorię, że nie chce mi się go szukać i tyle;
i coś mi się z głową stało, upadłam, uderzyłam się, nie pamiętam; jednak po prostu obudziłam się niedawno i stwierdziłam, że jestem kretynką do kwadratu jeśli chodzi o mariusza;
jak ja mogłam tak długo wciskać sama sobie robaki do mózgu, że tylko on i och i ach???
kurcze, no kretynka to mało powiedziane; spojrzałam na siebie przytomnie wstecz i wyszło mi, że wielkość i siłę uczuć do tego kretynka wsadzałam w samą siebie na siłę, bo to było takie cudowne, kiedy on się tak mną zachwycał i zachwycał i zachwycał niezmiennie:o)))))))))))
po latach niezachwycania się męża powinno mnie to odrobinę usprawiedliwić; jednak cały ten czas – mam niejasne wrażenie, że przeoczyłam czyjeś inne zachwyty;
trudno; może tak właśnie miało być???
bo nie cofnę swego pierwszego odczucia związanego z mariuszem;
on naprawdę urodził się po to, by mnie uszczęsliwić; jednak nikt nie mówił, ze będzie to miało być dozgonne uszczęsliwianie :o)
pokazał mi samą siebie, pokazał mi świat i mózg mężczyzn; nauczył mnie patrzeć, mysleć i oceniać ich inaczej; pokazał mi, że potrafię i umiem postawić sobie wysoko poprzeczkę;
to naprawdę wiele; dzięki niemu też zrozumiałam, że aby być szczęśliwą ,niekoniecznie muszę wisieć na męskim ramieniu:o)
droga Gosiu – obsesja na punkcie pana ze zdjęcia opanowana; pewnie miałam płodne dni; oj;
policzyłam – no na 100% miałam płodne dni wtedy :o))))))))))))))))
tym radośnie imbecylnym akcentem kończę dzisiejszy wpis :o)
dziecko wraca od koleżanki :o)
pora pomatkować:o)
no to mi poprawiłaś humor:))))))) nieodmiennie mi z tego wynika, iż hormony rządzą światem-przynajmniej piękniejszą jego częścią:)) a nie te śmierdzące monety :) ot!
idę dzisiaj ze skrzydełkami i czułkami na bal przebierańców:D dorosłych :)
no i zamoczyłam usta w gorzale i czekam na reakcję znękanej wątroby..oby skubana zaskoczyła..bo jak nie mogę jeść to przynajmniej się ubzdryngolę:)
czego i Tobie życzę:D
ja chcę zdjęcia z tymi czułkami – plissssssssss!!!!!!!!!!!!!
pij kochana, pij – to dobrze konserwuje:o))) i pij co popadnie:o)
piwo zdrowe na nerki, wino czerwone na serce, a wóda zasusza wrzody i wszelkie robale:o))))))) samo dobro:o)))
dlatego te chlorowe skubańce tyle ciągną:o)
dbającego o zdrowie u lekarzy człowieka potrafią przezyć:o)))
ja w tym sezonie karnawałowym jeszcze z popiołem na głowie; ale za rok – hehheeeeeeee:o) zdjęcia wyślę – gwarantowane:o)))
boszeeee, jak ja nie mogę się doczekać kiedy was zobaczę i usłyszę twój cudny rechot :o)))
mówisz-masz:D
reszta po zgraniu na maila :)