cały ten czas oczekiwania na wyniki badania przepłynął jakby obok mnie; żyłam, oddychałam, jadłam, wydalałam, śmiałam się, płakałam, pracowałam, odpoczywałam, spałam, rozmawiałam, a jednak niewiele z tego dziś pamiętam;
kiedyś miałam podobne pół godziny w swoim życiu; lekarz przepisał mi jakiś środek nasenny; zazyłam zgodnie z wytycznymi, jednak kiedy rano wysiadłam z autobusu i szłam jeszcze spory kawałek na pieszo do pracy – wszystko toczyło się obok mnie, jak na filmie; za lekko pofalowaną grubą szybą, przygłuszającą też dźwięki;
tak i teraz – jakiś film ze mną w roli głownej, na szczęście już zakończony;
wynik pozytywny dla nas, obiektywnie – nie mam pojęcia; najważniejsze, że nic złośliwego; kontrolne rtg za pół roku; czujność – na zawsze; mogą być nawroty; może zezłosliwieć;
ale może to mi jutro kawałek rynny spaść na głowę – nie będę możała i gdybała; raczej już nigdy więcej;
i zrozumiałam jedno – że nie chcę i nie potrafię być tak naprawdę sama; dopiero teraz odczułam ten brak męskiego ramienia, kiedy wieczorem musiałam wtulać się w poduszkę i łkać bezgłosnie gryząc poszewkę; dopiero teraz zabrakło mi męskiej czułości, pocałunków i męskiego ciała; kurcze – pięć i pół roku od końca takich regularnych technicznych mozliwości – takie odkrycie – to tylko ja potrafię :o)
ale nadal nic nie robię i pewnie nie będę robić w tym kierunku; nie mam czasu, nie mam ochoty, nie mam siły, chęci, nastroju, bla bla bla; wszystko odkładam na jutro; jednak to moje życie;
odłozyć je na jutro nienadchodzące wiecznie???
kupić wibrator, który chociaż fizycznie pomógłby mi się rozładować ???
znaleźć młodego kochanka, jak dziś oświadczył mi kolega???
ale dlaczego ja muszę to wszystko robić??? dlaczego to nie może zrobić się samo z siebie dla mnie???
dlaczego zimą bywam taka marudna i depresyjna? nie do zniesienia dla innych niekiedy chyba?
dlaczego nikt jakoś nie zabiega szczególnie o moje względy, ale od wielu słyszę, że EXcentryczny powinien pluć sobie w brodę, że dopuścił do utraty mnie?
dlaczego to wszystko o co pytam, jest takie nic nie warte i miałkie, a jednak zaprzątam sobie tym głowę?
dlaczego dokarmiamy jakieś bambusowe rodziny w afryce, a obok nas chodzą głodne i brudne dzieciaki, jak to dzisiaj usmarkane i ukopcone, które widziałam gdzieś po drodze?
dlaczego budujemy im studnie??? skoro im się nie chce – bo nikt mi nie wmówi, że nie potrafią:o/
dwa tysiące lat temu takie rzeczy się działy :o/
same bambusy na dalekim kontynencie to studnia bez dna; organizacje z całego swiata pchają tam setki milionów tylko po to, żeby rządzący tymi bambusowymi państewkami mogli nadal zbroić się i wdawać w jakieś idiotyczne wojenki:o/
wrażliwi ludzie świata organizują się i robią zrzutki by likwidować biedę, a w tym samym czasie ich wybrańcy u koryta rządów zacierają ręce z dochodów, jakie przynosi im sprzedaż broni do tych samych państewek :o/
reklamy bombardują albo bezsensem albo nagością i seksualnością, nawet przy płynie do prania:o/
mój mózg w natłoku tych informacji, swoich wewnętrznych poszukiwań odpowiedzi na zadane sobie pytania, powoli przestaje normalnie funkcjonować;
tv zaczęłam uzywać głownie do oglądania filmów i seriali na dvd;
radia staram się nie słuchać, chociaż ostatnimi czasy … wróciłam do starej poczciwej trójki i zaczynam mieć wyrzuty, że nie płacę abonamentu; jednak dziś uświadomiłam sobie, że to oni, w tym radio, robią mi i nie tylko mi powolne, ale skuteczne pranie mózgu;
“… pamiętaj, że gdyby nie abonament, nie wysłuchałbyś teraz tej audycji…” czy jakoś tak :o/
a ja naprawdę lubię tę odrobinkę absurdu w mediach, jaką daje mi pan józef – hodowca kurczaków;
czuję się przepełniona tym wszystkim aż po same brzegi; problemami własnymi i innych, monotonnoscią pracy i codziennością życia, całą zewnętrzną otoczką mnie i tą krajową i tą globalną;
czuję się niezrozumiana, niedoceniona, niekochana, niekobieca i wszystko na nie;
jakie to trywialne i żałosne;
dziś ustaliliśmy sobie z kolegą, że jeśli do 2010 roku nie znajdziemy swoich połówek, spróbujemy czy my jako połówki do siebie pasujemy;
nawet w tym nie mogę być oryginalna;
to już było;
w filmie z julią roberts;
wszystko już było;
ja również;
rozumiem teraz 38latka, który wg siebie jest starcem, któremu niekiedy staje; który ma żonę, dziecko, na pozór udane życie, a w środku pustka; bo wszystko już było; a to co jest, ma inny smak; gorszy; cynizm okrywający miękką tkankę;
gubię naiwność życia;
the end