na szczęście spadł śnieg i przysypał depresyjny nastrój; oby na jak najdłużej;
i od razu wyjaśniam;
żadne romanse, żadne miłości, ba! żadne kompleksy własne tak pieczołowicie podtrzymywane – nie były przyczyną tego dołu;
ot- zwyczajne życie; czyli prozaiczny brak kasy;
bo krew człowieka zalewa, kiedy musi kolejny raz powiedzieć dziecku – nie mam; nie dam; przykro mi – może w następnym miesiącu; i naprawdę moje dziecko nie ma wielkich wymagań; w pełni rozumie sytuację;
ja mam świadomość, że to co teraz przechodzę, jest efektem mojego debilizmu, naiwności i głupoty wrzuconych do jednego worka razem z zaćmą całkowitą duchową i umysłową;
ale maleństwo nie jest temu akurat abso-kurwa-lutnie nic winne, a najbardziej obrywa;
echh – jeszcze tylko kilka miesięcy; oby;
i mam nadzieję, że tylko te problemy były przyczyną wczorajszego pizdnięcia głową o parapet;
po prostu straciłam przytomność;
ale pierwszy raz w zyciu w tym czasie nie miałam czarnej dziury w pamięci – w tym błogim stanie nieświadomości rozmawialam sobie z jakimiś ludźmi;
przeraziłam kangurka okropnie; aż do łez;
mam nadzieję, że to tylko stres i niedospanie; że nic więcej; bo się boję tego “więcej” jak cholera;
i nic ponad to nie dzieje się w moim zyciu;
mamusia dalej cała w fochach, co w codziennych kontaktach jest dla mnie ogromnym odciążeniem psychicznym i powodem niekiedy usmiechu aż do zębów mądrości;
od lipca wciąż to samo; foch;
a ja nie nadskakuję i nie łaszę się z uniżonym usmiechem;
i co atmosfera staje się normalniejsza, to mi znów próbuje wleźć na głowę no i niestety dostaje ostro po uszach, łapach – co kto woli; więc znów strzela focha i odzywa się wyłącznie służbowo;
ja mam święty spokój, maleństwo również nie jest bombardowane codziennie telefonami, tylko mi tej matki żal;
bo została jej jedna jedyna osoba w rodzinie, z którą się jeszcze nie “nie obraziła” ( bo ona nie wie o co ktoś pyta, jesli pyta o jej fochy); pozostają jej jedynie telefony do drugiej, tej “dobrej” córki i przyjaciółki poza miastem;
takie zycie – jej wybory, jej decyzje; jej konsekwencje; mój chłód i dystans tak wielki, jak nigdy dotąd;
i na koniec perełka – przez miesiąc zrzuciłam 5 kg, nogawki spodni ciągną się za mną po chodnikach, a pas zsuwa na linię bioder; od poniedziałku nie łykam zelixy, a nadal po godzinie 18ej na widok jedzenia krzywię się paskudnie; i co najlepsze – maleństwo bezboleśnie samo z siebie również odstawiło podjadanie po tej godzinie, czego efektem jest płaściutki brzuszek i brak kłopotów z żołądkiem, jakie niekiedy miewała;
obyśmy w takiej postawie wytrwały jak najdłużej;
za dwa tygodnie wizyta u endokrynologa;
za cztery – święta;
za pięć – koniec roku, który nie był zły, jednak kolejny wolałabym lepszy;
wiele spraw w tym obecnym się rozwiązało, kilka zakończyło;
dowiedziałam się wielu rzeczy o sobie i o innych;
zdobyłam i wiedzę i doświadczenie;
może przyszły będzie dla mnie czasem zdobywania innych rzeczy:o)
tego sobie życzę :O)
the end