wczoraj z lenistwa nie wyciągnęłam patelni, a jajko postanowiłam ” posadzić” w mikrofali; nie robię tego często, jednak ten brzeżek podpieczony, zrumieniony jest smakowity i nieosiągalny w mikrofali:o)
ale jak wspomnialam – lenistwo ogarnęło,a jajka się chcialo:o)
wyciągam więc już sadzone jajko na talerzyku, stawiam przed soba, nachylam się żeby posolic, a tu jak nie pierdyknie !!!
jajko !!!
dokładniej – żółtko !!!
strzeliło mi niczym purchawka – prosto w twarz, na koszulkę, na meble, na ściany funkiel nówka malowane; szlag noooo!!!
a kiedy kangurzątko wróciło do domu i opowiedziałam jej tę niesamowitą historię, ku przestrodze oczywiście, ona te jajka namiętnie tak w mikrofali:o))
więc kiedy tak jej ze szczegółami, machając rękoma, nogami, kiwając łbem, targając włosy – zdawałam relację, to się gadzina zaczęła tarzać niemal po podłodze !!!
- mamuś!!! spójrz na sufit !!! :o)
na suficie miałam urocze żółte piegi w promieniu tak mniej więcej jednego metra !!!
tak więc nie polecam :o)