Feeds:
Wpisy
Komentarze

kurcze – już marzec :o)

a miała być wiosna i już mi nią nawet pachniało; dopóki dziś rano nie spojrzałam przez okno i znów ujrzałam białość wszechobecną;

szlag – dosyć mam już zimowych buciorów i szalików, od których skóra na brodzie i okolicach rujnuje mi się z dnia na dzień coraz bardziej;

w ogóle kilka dni temu miałam napisać radośnie i świergoląco – wiosennie po prostu; a teraz? :o/

dooopa

skurczybyk M znów się odezwał jakiś czas temu; i tak to było baaaardzo długie milczenie – jak na niego; w sumie to już zapomniałam ,czy milczał bo się obraził na mnie, czy tak sam z siebie; nie chce mi się nawet wracać do zapisków tutaj, żeby sobie przypomnieć;

własnie jakieś pół godziny temu dostałam od niego smsa, że jesli wczoraj gadał coś głupiego, to mnie przeprasza;

och mammussssss – słowo przepraszam w jego ustach???!!! no szaleństwo – facet się starzeje i mięknie;

odpisałam grzecznie, bo wypada odpisywać na smsy, więc odpisałam grzecznie, że nieczęsto gada inaczej, więc tragedii nie ma,a jesli naprawdę czuje potrzebę przeproszenia mnie, to mu mogę podesłac listę powodów; i spytałam, skąd nagle takie przypływy wyrzutów, czyżby jakaś miłość rzuciła i posucha mu dokucza; no i milczy; pewnie też bym milczała na jego miejscu; haaaaaaa!!!! chyba tak było właśnie ostatnim razem milczącym – ja mu chyba podobne komplementy prawiłam!!! ale jak zadzwonił pierwszorazowo po tak długim milczeniu i zasugerowałam wizytę u psychiatry i prześwietlenie mózgu w celu sprawdzenia, czy nie ma jakiegoś guza, który go uciska i nie pozwala mysleć – to się nie obraził; widać wszystko inne było w nim wtedy mocniejsze, prócz własnej urojonej dumy; bo dumy prawdziwej to on raczej nie ma powodów posiadać :o/

czy ja się robię zgryźliwa i zgorzkniała???

bo kilka dni temu oberwało się i EXcentrycznemu również; ale i on sam się prosił o kilka ciepłych słów;

zadzwonił do dziecka, które w przypływie tkliwości poinformowało tatusia, że mama sie obroniła i jest magistrem; tatuś zechciał mi pogratulować osobiście i tak oto dostałam telefon do ręki;

rozmowa mniej więcej brzmiała tak:

ON: no cześć żona; gratulacje ( i takie tam szczebiotanie w tym temacie tiu tiu )

JA: no dziękuję, dziękuję, również się cieszę

ON: no wiesz, miło mi,że to taka moja trochę zasługa w tym jest;

hehheeeeee – no i tym sobie chłopczyna nakroił :o))))

JA: proszęęęęęęęęę????? że TY i zasługa???

ON: no wiesz ( zaczyna się wycofywać, chyba poniał, co powiedział), no taka trochę jest; w końcu byliśmy razem; przecież jesteś moja żona;

JA: kurwa! jak już, to BYŁA żona, mój drogi, BYŁA żona; poza tym, jaka twoja zasługa w tym??? przecież gdyby nie ty, to ja bym tego magistra zrobiła już lata temu, a nie teraz; dziś już bym mogła mieć doktorat!!! przecież DZIĘKI TOBIE to ja te studia musiałam przerwać, chciałam ci słoneczko przypomniec, gdyby ci z pamięci uleciało;

EXcentryczny zaczął się wić jak piskorz i w związku z tym zaczął brnąć coraz głębiej:o/

ON: no ale wiesz, inni mówią na swoje byłe żony, że są głupie, no a ja nie mogę tego powiedzieć; ja mogę mówić, że moja była żona nie jest głupia, bo ma magistra;

no żesz kurwa ja pierdolę :o/ poziom tego chłopaka mnie rozwala coraz mocniej:o/ wypadałoby podejść do ściany i z bezsilności kilka razy puknąć się czołem, żeby sprawdzić, czy to nie jakiś koszmarny sen:o/

jego pukać nie ma sensu – to już raczej przypadek nieuleczalny;

ale widać było mu mało własnej żenady, chcąc zmienić temat, zaczął mnie przepraszać, że nie odzywał się do mnie ten ostatni miesiąc; kurcze, no nie zauważyłam, ale widać on to zauważył; powiedział mi,że się po prostu wstydził po tym, co miesiąc temu mi naopowiadał; a nie pamiętam już, czy pisałam,że zadzwonił po nowym roku, oświadczył że rozchodzi się z ukochaną, że mieszkają w jednym domu ale osobno – już ostatni miesiąc, bo do rozstania się doszło po jego wypłacie i opłaceniu z niej wszystkich rachunków; że jest w trakcie szukania pokoju samodzielnego, że w końcu będzie mogła córka do niego przyjechać pod moją opieką i takie tam snuł wtedy opowieści,aż go poprosiłam,żeby tak nie galopował do przodu, tylko może informował o tym czego już dokonał,a nie co planuje; w międzyczasie dzwonił do dziecka, opowiadał,że już znalazł pokój, że będzie mogła przyjechać do niego ze mną, bo wynajęty pokój ma na to warunki itd itp; no wzruszająco było; potem nagle przycichł i któregoś dnia, mniej więcej po miesiącu oświadczył mojemu dziecku, że ukochana poprosiła go o ostatnią szansę, on nie wie, czy dobrze zrobił, ale się zgodził; no i pytał się 13latki, jak myśli, czy on dobrze zrobił :o/

więc tak wyglądal ten miesiąc nie odzywania się do mnie :o)

no i wracam do czasu obecnego – jego przeprosin; i wyznania się było mu wstyd przede mną;

JA: wiesz co? ty już takie rzeczy robiłeś, a ja takie rzeczy widziałam, że mnie raczej nie powinieneś się wstydzić z żadnego powodu; natomiast cały czas się zastanawiam, czy ci nie jest wstyd przed własnym dzieckiem;

ON: no wiesz, wstyd i to ogromny; bardzo mi wstyd;

JA: tak wiem, no oczywiście; i ten wstyd pozwalał ci się zwierzać 13toletniej córce z twoich dylematów uczuciowych dojrzałych i pytać ją o zdanie w tym temacie??? chłopie, czy ty się zastanowiłeś, jaki ty wzór mężczyzny dziecku własnemu przekazujesz???!!!! to ja na głowie staję, żeby jej wpoic, że jeśli podejmuje jakąkolwiek decyzję, to niech to robi z rozwagą, po przemysleniu, zeby nie było odwrotów, a co najwyżej niech potem ponosi konsekwencje podjętych decyzji, a ty mi moją całą ciężką pracę wychowawczą rozpieprzasz jednym telefonem???? nie przyszło ci do glowy, że ona cię kocha mimo wszystko i w dorosłym zyciu może szukać takiego faceta jak ty???? taki wzorzec mężczyzny jej przekazać chcesz???

ON: no faktycznie, nie powinienem …

JA: Kochanie, mam tylko jedno pytanie do ciebie; czy chciałbyś aby twoja corka związała się z takim facetem jak ty???

ON: ( po dłuższej ciszy skruszonym tonem) … no niee …

JA: no właśnie; a tak skoro już mi mówisz o ukochanej ( w oryginale posługiwałam się imieniem:o)   ); to czy przypadkiem ta jej prośba o ostatnią szansę to nie zbiegła się w czasie z twoją wypłatą kolejną???

ON: ( już całkiem zgaszonym cichym tonem) … no wiesz, brałem to pod uwagę … tak mi się też wydawało, że i to jest powodem …

JA: dobra były mężu, daję ci dziecko do słuchawki, bo chyba dosyć cię już upokorzyłam,chociaż nie miałam zamiaru

- no i sam się prosił o te ciepłe slowa, prawda???

dziś zadzwonił ze spóźnionymi życzeniami imieninowymi do mnie; potem pogadał z dzieckiem; po rozmowie dziecko mówi: mamuś, tato pytał się mnie, co ja chcę na imieniny ( mała ma 10 dni po mnie i urodziny i imieniny:o)))   – imię ostatecznie wybrał ojciec, nie ja :o))))      ); co mam mu powiedzieć, mamuś???

- powiedz kochanie, że ja chcę najnowszą płytę DM – wychodzi 21 kwietnia, a tobie niech wysle kasę, ty sobie kupisz coś na miejscu;

może źle ją wychowuję; ale życie jest twarde; nie chcę, żeby dopiero po 30tce jak ja odkryła, że to świat ma leżeć u jej stóp, a nie ona u stóp wszystkich, łasząc się i żebrząc o okruszek miłości i zainteresowania; troski i szacunku;

ona już teraz jest niekiedy mądrzejsza życiowo niż ja;

i dziś nie mam już wątpliwości, że to naprawdę moja, wyłącznie moja zasługa;

idę zadzwonić do M :o)

pogrywał sobie ze mną tyle czasu; teraz kolej na mnie; bo afektu wielkiego już we mnie nie ma; powiem mu, że ze mną rozmawiał tylko chwilkę; więc te głupoty musiał mówić komuś innemu;

wiem; nie trzeba mi już odpowiadać na pytanie zadane sporo wyżej – jestem zgryźliwa i zgorzkniała; i nie widzę powodu, żebym nie miała sobie teraz na zimno poużywać na tych dwóch; w koncu to oni wyzwolili we mnie te cechy; więc niech ich w końcu doświadczą;

i to by było na tyle;

the end

radość o poranku :o)

po końcówce roku mało sympatycznej nie mogłam długo dojść do siebie; albo inaczej – mimo pozorów, ja gdzieś samą siebie zgubiłam; wpadłam JA gdzieś głęboko pod łóżko i tak leżałam  i kurzyłam się sobie aż do niedawna :o)

uf fff  – przypomniałam sobie o sobie, wpełzłam pod łożko, wyciągnęłam, wytrzepałam, wrzuciłam do pralki na krótki cykl prania i oto jestem :o))))))

ta daaaaaaaaaam:O)

ze wstydem przyznaję, że to co zgubiłam z zelixą w miesiąc, w kolejne dwa odrobiłam, na szczęście bez nadwiązki; jedak pora na kontynuację;

naprawdę polecam ją wszystkim zdesperowanym o ile ich nadmiar sadełka nie ma poważniejszych przyczyn niż “lekkie” problemy z tarczycą i takie tam inne, na co jednak lekarz przyzwala :o)

tak więc zelixo witaj znów :o)

praca dyplomowa złożona w dziekanacie, czeka cierpliwie na chwilę wytęsknioną, która nie jest zależna ode mnie w tej chwili w końcu:o) ale myślę, że cała ta afera z obroną to już tylko formalność i kolejny dyplom, tym razem z przepiękną piątką będę mogła wrzucić gdzieś do szafy :o);

w ataku radości z powrotu do swojego JA polazłyśmy dziś z kangurem na zakupy kosmetyczne; karta płatnicza zrobiła się gorąca,a mnie gorąco oblało w domu, jak pozbierałam paragony z wszystkich siateczek i siatuń; jak mi zabraknie na chleb pod koniec miesiąca, będę mogła siąść w łazience i nasycać się zapachem i widokiem ukochanych tubek, słoiczków, buteleczek itp :o)

no i butyyyyyyyyyyy:o)

cholera – zaraziłam tym małą:o/

cholera, z cholerą i na cholerze, cholera!

spopielały granat zamszowy, na szpilce – myślę już trzeci wieczór :o/

a niunia siedzi obok mnie wieczorami i myśli o zamszowych popielatych kozaczkach w dziurki:o/

dziś zaszłyśmy niechąco ( achaa) do kilku obuwniczych; i okazało się, że te rozważane przez nas są w nich droższe o kilka dyszek od wyszperanych na allegro wraz z kosztami wysyłki;

no i koniec rozważań wieczornych; klamka zapadła;

tylko czy ja aby na pewno mam zamiar chodzić często w  9-cio centymetrowych szpilkach:o/ ale nie umiem się od nich opędzić – no nie umiem:o/

no i ja naprawdę rozwijam się duchowo; może tego nie widac, nie słychać i nie czuć; ale rozwijam się;

wybaczam bliźnim, coraz mnie mnie w nich irytuje, jestem coraz bardziej wyrozumiała;

no i ta moja skłonność do starszych ludzi;

ja naprawdę przepadam z rozmowami ze starszymi ludźmi; choćby tymi spotkanymi przypadkowo, może jeden jedyny raz w zyciu :o)

jak dziś ze starszą panią, która opowiedziała mi o zmarłym mężu i o tym jak żyje jej się samej i jak okłamuje dzieci, żeby się nią nie martwiły i żyły własnym zyciem; to piękne; jak ta starsza pani :o)

a co może mi dać rozmowa z 20-tolatką??? odrobinę niesmaku i żenady – chyba że spotykam niewłaściwe 20-tolatki :o)))

kiedy pracowałam w szkole, uwielbiałam starszego pana, palacza, rocznik urodzenia 1935; po smierci żony sam wychował najmłodszego syna; przychodził do mnie ze słoiczkiem miodu z własnego ula albo butelką winka własnej roboty i opowiadał :o); cudny, dobry człowiek :o)

mój dziadziuś skubaniutki świętej pamięci:o)

widywałam go najczęsciej raz w roku w wakacje, ale i tak kochałam go ogromnie i niekiedy tak mi smutno, że moja niunia go nie zdązyła poznać; traf chciał, że tego wieczora, kiedy on umierał w szpitalu z moją mamą przy nim, ja robiłam właśnie niunię z ukochanym, bo miałam wolną chatę :o) i tak zadbałam o równowagę liczebną w naszej rodzinie :o) dziadziuś odszedł, a ja poczęłam najpiękniejszą istotkę na świecie:o)

jak ja się podśmiewałam w duchu z dziadka, kiedy w kościele na niedzielnej mszy ładował mnie z kuzynostwem do ławki obok siebie i napuszony jak paw przez całą mszę oglądał się za siebie i na boki, czy aby na pewno wszyscy widzą, że on z wnukami na mszę chodzi :o)

albo jak przyjechał po operacji do nas i mimo że pozostałych troje dzieci miało lepsze warunki mieszkaniowe, mogli mu dać osobne pokoje, to on wolał być u nas, gdzie leżał w przechodnim pokoju -no ale wtedy zycie nasze toczyło się na jego oczach,a nie za ścianą, kucze – o tym wcześniej nie myslałam:o)

ale  kochałam dziadka w wiszących kalesonkach dreptającego do łazienki:o) i jego zamiłowanie do materiałowych chusteczek, które zapierałam z flegmy i  smarków dziadkowych bez obrzydzenia, bo nic nie mogło mnie w nim zbrzydzić; jak się zżymał, że nie tak jak należy myję mu głowę :o)))

kurcze;

zdałam sobie sprawę, że jeszcze tęsknię za nim; chociaż śni mi się od czasu do czasu;

koniec

mimo pociągu do starszych ludzi, nadal mężczyźni pociągają mnie wyłącznie młodsi; jak kiedyś pisałam; to mam widocznie po babuni, zonie ukochanego dziadziusia :o) która była starsza od niego o jakieś 11 lat :o)

pomimo ustalonych już kwestii, jaki powinien być ten NAJ, nadal podtrzymuję w sobie teorię, że nie chce mi się go szukać i tyle;

i coś mi się z głową stało, upadłam, uderzyłam się, nie pamiętam; jednak po prostu obudziłam się niedawno i stwierdziłam, że jestem kretynką do kwadratu jeśli chodzi o mariusza;

jak ja mogłam tak długo wciskać sama sobie  robaki do mózgu, że tylko on i och i ach???

kurcze, no kretynka to mało powiedziane; spojrzałam na siebie przytomnie wstecz i wyszło mi, że wielkość i siłę uczuć do tego kretynka wsadzałam w samą siebie na siłę, bo to było takie cudowne, kiedy on się tak mną zachwycał i zachwycał i zachwycał niezmiennie:o)))))))))))

po latach niezachwycania się męża powinno mnie to odrobinę usprawiedliwić; jednak cały ten czas – mam niejasne wrażenie, że przeoczyłam czyjeś inne zachwyty;

trudno; może tak właśnie miało być???

bo nie cofnę swego pierwszego odczucia związanego z mariuszem;

on naprawdę urodził się po to, by mnie uszczęsliwić; jednak nikt nie mówił, ze będzie to miało być dozgonne uszczęsliwianie :o)

pokazał mi samą siebie, pokazał mi świat i mózg mężczyzn; nauczył mnie patrzeć, mysleć i oceniać ich inaczej; pokazał mi, że potrafię i umiem postawić sobie wysoko poprzeczkę;

to naprawdę wiele;  dzięki niemu też zrozumiałam, że aby być szczęśliwą ,niekoniecznie muszę wisieć na męskim ramieniu:o)

droga Gosiu – obsesja na punkcie pana ze zdjęcia opanowana; pewnie miałam płodne dni; oj;

policzyłam – no na 100% miałam płodne dni wtedy :o))))))))))))))))

tym radośnie imbecylnym akcentem kończę dzisiejszy wpis :o)

dziecko wraca od koleżanki :o)

pora pomatkować:o)

czas

cały ten czas oczekiwania na wyniki badania przepłynął jakby obok mnie; żyłam, oddychałam, jadłam, wydalałam, śmiałam się, płakałam, pracowałam, odpoczywałam, spałam, rozmawiałam, a jednak niewiele z tego dziś pamiętam;

kiedyś miałam podobne pół godziny w swoim życiu; lekarz przepisał mi jakiś środek nasenny; zazyłam zgodnie z wytycznymi, jednak kiedy rano wysiadłam z autobusu i szłam jeszcze spory kawałek na pieszo do pracy – wszystko toczyło się obok mnie, jak na filmie; za lekko pofalowaną grubą szybą, przygłuszającą też dźwięki;

tak i teraz – jakiś film ze mną w roli głownej, na szczęście już zakończony;

wynik pozytywny dla nas, obiektywnie – nie mam pojęcia; najważniejsze, że nic złośliwego; kontrolne rtg za pół roku; czujność – na zawsze; mogą być nawroty; może zezłosliwieć;

ale może to mi jutro kawałek rynny spaść na głowę – nie będę możała i gdybała; raczej już nigdy więcej;

i zrozumiałam jedno – że nie chcę i nie potrafię być tak naprawdę sama; dopiero teraz odczułam ten brak męskiego ramienia, kiedy wieczorem musiałam wtulać się w poduszkę i łkać bezgłosnie gryząc poszewkę; dopiero teraz zabrakło mi męskiej czułości, pocałunków i męskiego ciała; kurcze – pięć i pół roku od końca takich regularnych technicznych mozliwości – takie odkrycie – to tylko ja potrafię :o)

ale nadal nic nie robię i pewnie nie będę robić w tym kierunku; nie mam czasu, nie mam ochoty, nie mam siły, chęci, nastroju, bla bla bla; wszystko odkładam na jutro; jednak to moje życie;

odłozyć je na jutro nienadchodzące wiecznie???

kupić wibrator, który chociaż fizycznie pomógłby mi się rozładować ???

znaleźć młodego kochanka, jak dziś oświadczył mi kolega???

ale dlaczego ja muszę to wszystko robić??? dlaczego to nie może zrobić się samo z siebie dla mnie???

dlaczego zimą bywam taka marudna i depresyjna? nie do zniesienia dla innych niekiedy chyba?

dlaczego nikt jakoś nie zabiega szczególnie o moje względy, ale od wielu słyszę, że EXcentryczny powinien pluć sobie w brodę, że dopuścił do utraty mnie?

dlaczego to wszystko o co pytam, jest takie nic nie warte i miałkie, a jednak zaprzątam sobie tym głowę?

dlaczego dokarmiamy jakieś bambusowe rodziny w afryce, a obok nas chodzą głodne i brudne dzieciaki, jak to dzisiaj usmarkane i ukopcone, które widziałam gdzieś po drodze?

dlaczego budujemy im studnie??? skoro im się nie chce – bo nikt mi nie wmówi, że nie potrafią:o/

dwa tysiące lat temu takie rzeczy się działy :o/

same bambusy na dalekim kontynencie to studnia bez dna; organizacje z całego swiata pchają tam setki milionów tylko po to, żeby rządzący tymi bambusowymi państewkami mogli nadal zbroić się i wdawać w jakieś idiotyczne wojenki:o/

wrażliwi ludzie świata organizują się i robią zrzutki by likwidować biedę, a w tym samym czasie ich wybrańcy u koryta rządów zacierają ręce z dochodów, jakie przynosi im sprzedaż broni do tych samych państewek :o/

reklamy bombardują albo bezsensem albo nagością i seksualnością, nawet przy płynie do prania:o/

mój mózg w natłoku tych informacji, swoich wewnętrznych poszukiwań odpowiedzi na zadane sobie pytania, powoli przestaje normalnie funkcjonować;

tv zaczęłam uzywać głownie do oglądania filmów i seriali na dvd;

radia staram się nie słuchać, chociaż ostatnimi czasy … wróciłam do starej poczciwej trójki i zaczynam mieć wyrzuty, że nie płacę abonamentu; jednak dziś uświadomiłam sobie, że to oni, w tym radio, robią mi i nie tylko mi powolne, ale skuteczne pranie mózgu;

“… pamiętaj, że gdyby nie abonament, nie wysłuchałbyś teraz tej audycji…” czy jakoś tak :o/

a ja naprawdę lubię tę odrobinkę absurdu w mediach, jaką daje mi pan józef – hodowca kurczaków;

czuję się przepełniona tym wszystkim aż po same brzegi; problemami własnymi i innych, monotonnoscią pracy i codziennością życia, całą zewnętrzną otoczką mnie i tą krajową i tą globalną;

czuję się niezrozumiana, niedoceniona, niekochana, niekobieca i wszystko na nie;

jakie to trywialne i żałosne;

dziś ustaliliśmy sobie z kolegą, że jeśli do 2010 roku nie znajdziemy swoich połówek, spróbujemy czy my jako połówki do siebie pasujemy;

nawet w tym nie mogę być oryginalna;

to już było;

w filmie z julią roberts;

wszystko już było;

ja również;

rozumiem teraz 38latka, który wg siebie jest starcem, któremu niekiedy staje; który ma żonę, dziecko, na pozór udane życie, a w środku pustka; bo wszystko już było; a to co jest, ma inny smak; gorszy; cynizm okrywający miękką tkankę;

gubię naiwność życia;

the end

senność

godzina 22:21; wróciłam ze szpitala; jestem padnięta, zmęczona, stłamszona, ale wierząca i pełna nadziei i wiary; misiątko równy tydzień od zwykłej, nie zanoszącej sie na nic więcej – wizyty u lekarza, wylądowało na stole operacyjnym; od godziny 6:30 do może 21ej przechodziłam wszystko co możliwe; histeryczne zachowania dziecka, histeryczne zachowania siostry, własną histerię w formie głęboko utajonej; niezrozumiałe rekacje innych; gorączkę ze strachu misiątka, jej wielkie jak spodki oczy – i nawet kurwa nie wiem, czy nie osiwiałam, bo po pierwsze nie wiem, kiedy spoglądałam w lusterko ostatnio ( ale czuję wielki kołtun z włosów na karku),a po drugie – nawet gdybym spojrzała, to mam kurwa włosy farbowane; a pod spodem mogę być już siwy gołąbek – i chuj z tym, jakby stwierdził głupawy Mariuszek;

dwie godziny odchodzenia od zmysłów, jakieś smieszne workowate papucie szpitalne wytarłam na wylot od chodzenia w tę i we wtę; wstyd przed puszczeniem pawia ze strachu powodował, że co chwila musialam ukradkiem łapać  powietrze w uchylonym oknie; pan anestozjolog w różowym kitlu – wydawało mi się, czy to jawa??? dlaczego nikt mi nie dał głupiego jaśka na czas małej na stole??? powinno to być jakoś prawnie gwarantowane; budzi się ona i ja; potem echh… matko;

najważniejsze, że lekarz operujący powiedział, że badanie histopatologiczne w tej chwili to już wg niego czysta formalność;

szpital piękny, nowoczesny, pachnący niemal; pielęgniarki zmęczone ale usmiechnięte,  salowe  cichutkie, niemal niewidoczne; kurwa jak pięknie!!! jak w leśnej górze!!!

ale nigdy, przenigdy nie chcę tam wrócić jako matka wyczekująca pod drzwiami bloku operacyjnego;  NIGDY !!!

i nigdy już nie chcę nosić w sobie tak strasznych wiadomości, tak koszmarnych mysli, jakie musiałam nosić w sobie samotnie przez ten cały pierdolony równy kurwa tydzień!!!

i chcę jak najszybciej zapomnieć widok mojego najdroższego człowieczka, który zwija się z bólu bezgłośnie puszczając łzy, w oczekiwaniu na początek działania kroplówki z ketonalem; jak najszybciej;

kilka sekund

To zabawne, jak kilka sekund może wpłynąć na dalsze życie człowieka; jak jeden niespodziewany element potrafi zmienić nasze dotychczasowe priorytety i sprawić, że wszystkie obecne problemy, wewnętrzne rozterki stają się absurdalne i śmieszne;

kilka sekund, podczas których krew ucieka z twarzy, serce zwalnia niemal do zera a tobie chce się puścić pawia z przerażenia;

nieprzespana i przemodlona noc pomogła trochę; przytępione zmysły pozwoliły realniej, spokojniej spojrzeć na to wszystko;

Bóg nie da nikomu więcej, niż jest on w stanie udźwignąć; ale Bóg doskonale wie, że jestem wyjątkowo twarda i silna;

nic nie dzieje się bez przyczyny i z przypadku; wszystko ma swój cel;

dlatego nie szlocham już, dlaczego ja mam tego doświadczać i dlaczego kosztem innych;

ufam Mu;

ufam Ci Boże bezgranicznie; oddaję się całkowicie Twojej opiece;

tak łatwo teraz przyszło mi powiedzieć „wybaczam” wszystkim tym, którzy mnie zranili i skrzywdzili i zawiedli; bo cóż te wszystkie rzeczy są warte i jaki mają wpływ na moje życie??? żaden, prócz mojego egoistycznego odczucia krzywdy osobistej; oni po prostu tacy są; moja złość, gniew i jad ich nie zmienią; wszystko co powiemy i pomyślimy, wróci do nas w trójnasób; i dobro i zło; a taka niby mądra byłam, a taka głupia;

ufam Ci Boże, oddaję się Twojej opiece, tylko proszę – daj mi siły, żeby ufności i spokoju starczyło mi do samego końca; Bądź ze swymi Aniołami przy mnie i przy Oli; wierzę w to, że jesteście Wszechmogący;

i po północy :o)

kurcze, znów będę spała jakieś 3 godziny i potem się dziwię, że paszczęką tłukę nieprzytomna w parapet, no:o/ nachodzą mnie ostatnio wciąż dziwne myśli ( mam nadzieję, że to nie objawy schorzenia psychicznego!!! ); za dużo spraw nazbierało się ostatnio do uporządkowania, zamknięcia, rozwiązania i chyba mój ostatnio leniuchujący mózg nie wytrzymuje tego napięcia – tak to sobie tłumaczę:o)) sama już nie wiem o czym pisać; czy o tym, że maleństwo jest wyższe ode mnie nawet kiedy mam buty na 8cm obcasach??? nie wspominam o jej rozmiarówce ( albo wspomnę – 40 jak w pysk strzelił; jak sobie pomyślę, że Mariuszek ma 41 – hihihiiiiiiiiii :o); wszystko malutkie – ale jakie to słiiiitttaśne było :o))))))))))

a co do mężczyzn, to po tylu latach emocji z EXcentrycznym, po kilku z Mariuszem, chyba nadszedł ten moment, kiedy w końcu wiem, czego a raczej kogo chcę i to bez żadnych śmiechów w stylu księciunia na białym ośle; i nie ma mowy o kompromisach; na kompromisy miałam już swój czas w życiu; mozna rzec – jestem mistrzynią kompromisów; ale teraz – dupa!!! nie ma na to miejsca w moim życiu; wolę być sama aż do końca świata, niż kolejny raz nadginać swoję duszę pod czyjegoś buta;

tak więc oto długa, banalna lista przymiotów, jakie powinien ( sru tu tutu powinien, musi ) posiadać starający się o moje względy i serce:

- że przystojny to chyba jasne, próżna jestem, ale gust spaczony, więc każdy ma szanse :o) – jeśli miałby być blondynem, to niech lepiej pokocha maszynkę do strzyżenia, bo wolę łysego od blondynowatego :o) – mądry ( ale w doopie mam tę mądrość ksiązkową, akademicką, życiem musi być mądry)
- dobry – czuły – troskliwy – wyrozumiały ( i to chyba jest zrozumiałe, dlaczego musi taki być:o) ) – majętny, bo naprawdę dosyć mam już troszczenia się o losy finansowe całej rodziny – wierny – kochający mnie taką, jaką jestem, z całym dobrodziejstwem inwentarza – mogłabym napisać : doskonały kochanek, ale na dziś – seks naprawdę jest lekko przereklamowany :o) – jeśli coś sobie przypomnę, dopiszę; teraz zaćma dopada mnie nocna – w końcu :o)

DOPISKI WYMAGAŃ :o)

- jedynym nałogiem może być niezmienne uwielbianie mnie :o)

a jeśli ktoś nie widzi, jaka jestem wspaniała, fantastyczna, mądra, ciepła, cudowna :o)) – to jego strata; mi w końcu przestało ZALEŻEĆ na tym, żeby komuś na mnie zależało; oczyszczenie? mądrość natchniona? stan chwilowy? nie mam pojęcia; przecież w każdej chwili może mi się to zmienić:o) już kiedyś robiłam podobną listę; o EXcentrycznym; wypadł kiepsko w fajkowaniu kolejnych wymagań – poza doskonałym kochankiem:o) no i pan M – lista jak wół mówiła jedno, a ja jak osioł wciskałam sobie drugie;

echh …. po prostu zycie :o)

wkurwia mnie wciąż ten totalny brak kasy; nie znoszę tego stanu; nie lubię i już; tupię jak dziecko nóżką; jak ludzie mogą tak żyć z wyboru??? jak można znosić spokojnie tę ciągłą nerwówkę, te odwlekanie, wyczekiwanie: wyrażą zgodę czy nie; te ciągłe sprawdzanie konta w nadziei, że anonimowy sponsor darczyńca wpłaci okragłą sumkę na wiecznie świecące pustkami konto??? po długim i burzliwym namysle postanowiłam jednak nie otwierać debetu ani linii kredytowej; kolejne zobowiązania, kolejne pilnowanie terminów; nie:o/ jestem już tym zmęczona i wolę jednak zacisnąć zęby – oby do czerwca; oby to minęło jednak szybciej; oby kurwa recesja nie trafiła w firmę, bo mnie nie recesja wtedy trafi tylko szlag jasny!!!

czy to ty wojtuś, wrzuciłeś dziś po prostu w google hasło “idalka sex” i tu trafiłeś :o)??? jeśli tak, to się przyznaj jełopie malowany :o))))) pana byłego mojego dyrektora niezmiennie serdecznie pozdrawiam:o) co u pana słychać:o)???

kurcze – pierwsza już; a mialam pisać przemądre rzeczy; a jedyne o czym teraz myślę to to,że mi smierdziel nalał na wykładzinę i od jutra ma karcer w kuchni podczas naszej niebytności w domu; i niby takie toto głupie i nadrabia ten brak wdziękiem, ale kiedy zobaczyła, że wyciągam barierkę drewnianą dla dzieci i reguluję do drzwi kuchennych, od tego momentu pies chodzi po domu ze spuszczoną głową i kiwa smętnie ogonem; i niech mi nikt nie bredzi, że to nierozumne zwierzę i że z automatu reaguje na nasze polecenia; ona jest kurffa cwańsza niż ja i kangur razem wzięte!!!

gnida moralna, jak nazywam ostatnio EXcentrycznego, miała w niedzielę chwilę zadumy, jakiego to brylantu swojego czasu nie uszanowało i nie doceniło; w końcu niunia dostała spóźniony o ponad miesiąc telefon urodzinowy od tatusia; w sobotę po południu dokładnie odebrała go od mamusi tatusia; gnida pomny moich próśb nie czekał znów tygodniami, aż znajdzie czas na ściągniecie simlocka, wgranie polskiego menu, więc pomny mych uwag, dołozył do pudełka z telefonem 20 funtów – no szaleństwo, prawda :o)??? tak więc gnida zadzwoniła w niedzielne południe do dziecka swego i tak troskliwie się pytała, jak telefon, że dał pieniązki na serwis, niech idzie dzieciątko z mamusią w poniedziałek, a dzieciątko najdroższe, najwspanialsze wykrzyknęło mu radosnie w telefon, że mamusia jej już wczoraj zdjęła simlocka, tylko polskie menu wgra jak znajdzie chwilkę czasu, bo pliku nie może znaleźć :o)) tatuś zamilkł i poprosil mamusię do słuchawki:o))) hehe – gnida:o/ i och i ach zdumonym głosem, bo jego znajomi mieli problemy w polsce jak probowali ściągać blokady i wgrywać polskie oprogramowanie; a ja ależ to dla mnie drobiazg kochanie – to nic, że jak pierwszy raz spróbowałam tego na osobistym służbowym telefonie i chciałam go “stjuningować”, to potem do 4ej nad ranem tłukłam czołem w biurko, bo uwaliłam telefon, że ani drgnął i myslałam, że przez głupie zabawy znów wywalę kasę niepotrzebnie; ale kiedy w końcu zaskoczyłam, nie ma mocnych :o)) pewna marka telefonów jest dla mnie goła jak własna dupa :o))) więc nie minęłam się z prawdą z lekkim zarozumiałym luzem odpowiadając nadal kościelnemu mężowi:o) och peanów długo znieść nie mogłam i oddałam brutalnie w pół słowa słuchawkę dziecku; i z wredną miną siadłam przypominając sobie rozmowę z gnidą sprzed dwóch tygodni, kiedy poinformował mnie, że dla jego “kobiety” jak ją nazywa:o) było dramatem, kiedy pralka odmówiła przyjmowania płynu do płukania z pojemnika:o)); ale jedno wiem na pewno – w życiu nie przyznam się do takich umiejętności przed jakimkolwiek potencjalnym choćby kandydatem na ukochanego :o)) ja naprawdę w takich momentach będę dostawać niekłamanej amnezji wybiórczej:o) łącznie z nieznajomością drogi do śmietnika :o)))

kurcze – rozdwajają mi się paznokcie; na czole wykwitła mi czerwona dioda, która przedwczoraj była jakąś malutką potóweczką, ale oczywiście musiałam ją wydziabać niekoniecznie sterylnym pazurem; no i teraz choć nie ma mrozów, latam w beretku po świecie; plusem tego jest fakt, że połowa znajomych mnie nie poznaje na pierwszy rzut oka; bo jakoś nadal nie mam ochoty widywać nikogo;

a za niedługo spotkanie coroczne klasowe; i ma być ON; i nadal nie wiem;  jeśli sytuacja się rozwinie, bzyknąć się czy nie bzyknąć?  pomijam milczeniem wersję, że spojrzy na mnie i się skrzywi z niesmakiem; o mamussssssssss!!!! przecież to też jest mozliwe:o/

ale jeśli nie – hmmm – na teraz uznałabym to jako trzecią randkę, przyjmując poprzednie dwa razy po kilka namiętnych i niewinnych godzin sprzed lat, jako randkę nr 1 i nr 2; wtedy na randce nr 3 można spokojnie iść z facetem do łóżka:o))) się ogląda hamerykański serial o seksie w wielkim mieście :o)))) tylko czy on go także ogląda, żeby nie bylo, że na temat zasady 3 randek nie ma zielonego pojęcia!!! wtedy wyjdę na wielką puszczalską, zaprzepaszczę jedyną szansę na przekonanie się, czy wieloletni ideał fizyczny i emocjonalny faceta był wart bycia tym ideałem czy nie i nie będę miała okazji, żeby mógł poznać mnie nie tylko od dupy strony – dosłownie i przenośni:o)

idę spać – stanowczo – kukułka u sąsiada wybiła na 1:30 w nocy; jutrzejsze sińce pod oczami pobiją dzisiejsze, które i tak wzbudzały zainteresowanie wszystkich; a w porannym busie linii nr 2 kierowcą jest nieziemsko słodko przystojny pan, który się mi bacznie przyglada w lusterku i usmiecha kiedy wchodzę; ale może sobie to robić do usranej smierci; na prawej dłoni ma obrączkę; ZŁOTĄ obrączkę; takie to kurwa moje szczęscie jest – kulawe, kostropate i w dodatku z odjechanym czarnym poczuciem humoru – zupełnie jak jego wlaścicielka czyli ja;

spać idiotko – jutro musisz być w formie:o/

puste miejsce na tytuł

na szczęście spadł śnieg i przysypał depresyjny nastrój; oby na jak najdłużej;

i od razu wyjaśniam;

żadne romanse, żadne miłości, ba! żadne kompleksy własne tak pieczołowicie podtrzymywane – nie były przyczyną tego dołu;

ot- zwyczajne życie; czyli prozaiczny brak kasy;

bo krew człowieka zalewa, kiedy musi kolejny raz powiedzieć dziecku – nie mam; nie dam; przykro mi – może w następnym miesiącu; i naprawdę moje dziecko nie ma wielkich wymagań; w pełni rozumie sytuację;

ja mam świadomość, że to co teraz przechodzę, jest efektem mojego debilizmu, naiwności i głupoty wrzuconych do jednego worka razem z zaćmą całkowitą duchową i umysłową;

ale maleństwo nie jest temu akurat abso-kurwa-lutnie nic winne, a najbardziej obrywa;

echh – jeszcze tylko kilka miesięcy; oby;

i mam nadzieję, że tylko te problemy były przyczyną wczorajszego pizdnięcia głową o parapet;

po prostu straciłam przytomność;

ale pierwszy raz w zyciu w tym czasie nie miałam czarnej dziury w pamięci – w tym błogim stanie nieświadomości rozmawialam sobie z jakimiś ludźmi;

przeraziłam kangurka okropnie; aż do łez;

mam nadzieję, że to tylko stres i niedospanie; że nic więcej; bo się boję tego “więcej” jak cholera;

i nic ponad to nie dzieje się w moim zyciu;

mamusia dalej cała w fochach, co w codziennych kontaktach jest dla mnie ogromnym odciążeniem psychicznym i powodem niekiedy usmiechu aż do zębów mądrości;

od lipca wciąż to samo; foch;

a ja nie nadskakuję i nie łaszę się z uniżonym usmiechem;

i co atmosfera staje się normalniejsza, to mi znów próbuje wleźć na głowę no i niestety dostaje ostro po uszach, łapach – co kto woli; więc znów strzela focha i odzywa się wyłącznie służbowo;

ja mam święty spokój, maleństwo również nie jest bombardowane codziennie telefonami, tylko mi tej matki żal;

bo została jej jedna jedyna osoba w rodzinie, z którą się jeszcze nie “nie obraziła” ( bo ona nie wie o co ktoś pyta, jesli pyta o jej fochy); pozostają jej jedynie telefony do drugiej, tej “dobrej” córki i przyjaciółki poza miastem;

takie zycie – jej wybory, jej decyzje; jej konsekwencje; mój chłód i dystans tak wielki, jak nigdy dotąd;

i na koniec perełka – przez miesiąc zrzuciłam 5 kg, nogawki spodni ciągną się za mną po chodnikach, a pas zsuwa na linię bioder; od poniedziałku nie łykam zelixy, a nadal po godzinie 18ej na widok jedzenia krzywię się paskudnie; i co najlepsze – maleństwo bezboleśnie samo z siebie również odstawiło podjadanie po tej godzinie, czego efektem jest płaściutki brzuszek i brak kłopotów z żołądkiem, jakie niekiedy miewała;

obyśmy w takiej postawie wytrwały jak najdłużej;

za dwa tygodnie wizyta u endokrynologa;

za cztery – święta;

za pięć – koniec roku, który nie był zły, jednak kolejny wolałabym lepszy;

wiele spraw w tym obecnym się rozwiązało, kilka zakończyło;

dowiedziałam się wielu rzeczy o sobie i o innych;

zdobyłam i wiedzę i doświadczenie;

może przyszły będzie dla mnie czasem zdobywania innych rzeczy:o)

tego sobie życzę :O)

the end

wiatry i doliny

przypomniał mi się dawny opis mojego stanu ducha: elfy zdychają bez wody…

oto lekko zapasiony elf siedzi przed monitorem i próbuje nie kopać nowego dołka; dookoła pustynna pustnia, wody brak nawet fatamorganowej; ale wiatry wieją; dopadło; powinnam iść do doktora, który przepisze zolofcik i przeczekać w jakiejś norce te kilka dni, zanim zacznie działać; ale nie ma takich możliwości technicznych; muszę resztkami sił własnej woli utrzymywać się na powierzchni najdłużej jak się da; a potem??? nie mam pojęcia; może w końcu spadnie śnieg i wiatry przestaną wiać; i dół sam się zasypie??? maleństwo już nie jest małym nierozumnym maleństwem;  swoje widzi, swoje kojarzy i swoje wie;  a jeśli niepotrzebnie pokazuję jej świat  niekiedy odarty  z tęczowej poświaty???  czasami wydaje mi się, że ten klosz nad nią zbyt wielki  zbudowałam, a niekiedy – jak dziś – że zbyt brutalna jestem dla jej dzieciństwa;  ma dzieciństwo ciut inne niż jej koleżanki;  bo jej mama jakoś nie potrafi dopasować się do bycia rodzicem jak inni; zawsze miała ten problem dopasowywania; i tak zostało do dziś; i pewnie zostanie na wsze czasy – amen;

a dziś myślę sobie – przegrałam własne życie;

śmieszne, co?

oby nadchodzące jutro było lepsze; ale i tak się go boję; zaszyć się pod łożkiem i przeczekać do Kiedyśtam;

jak śpiewa ukochany maleńczuk: nic mi się nie chce …

krótki bilans zelixy

po 3 tygodniach ( chyba – liczę po opakowaniu) jakieś 4 kg mniej;

bez bólu uczucia glodu;

bez węszenia za jedzeniem;

zero nietolerancji;

zero skutków ubocznych prócz laczka w paszczy;

dodatkowy bonus w postaci lekko zwiększonej dawki energii codziennej:o)

niezdecydowanym – polecam :o)

nie chce mi się dwoch wątków pisać i tyle;

więc co do zelixy – dziś,a właściwie wczoraj( godz. 00:24 obecnie) minął chyba 15 czy 16 dzień;

efekty – wagowo około 3 kg mniej; buzia jak lilija piękna – w sensie, że zginął drugi podbródek; ponoć go nie miałam wg innych,ale ja wiem co widziałam codziennie w lustrze; on tam był!!!

tylko zaczyna mnie syfić drobno a dziwnie:o/ ale podobne stany miewałam często na przełomie sezonów zimowo-wiosennych i jesienno-zimowych, więc może to nie efekt uboczny tych tableteczek;

tak więc wagowo mniej; brzuszek tyciusi; ale i w staniczku robi się luźniej; cóż – coś za coś; każda chcialaby mieć talię osy i piersi pameli anderson;

a takie rzeczy to tylko w erze:o)

mój jadlospis z dnia 12 listopada wygląda nastepująco:

śniadanie – jedna czarna parzona mała kawa;

drugie sniadanie – zelixa i pół kubka wody;

potem obiado-desero-kolacja koło południa:

talerzyk podstawka spod własnej filiżanki, a na nim jakieś 4 łyżeczki tortu ( urodziny koleżanki w pracy), skubnięta opuszkami palców odrobina chipsów ( jakieś 4 całe sztuki) i około 10 orzeszków ziemnych;

potem był zapierdziel w pracy, potem już wyłącznie zapierdziel w sprawach osobistych; ale i dawniej takie dni bywały, a zawsze znajdywałam czas na małe conieco idalki, albo rekompensowalam to sobie wieczorem;

dziś nie – nawet pić nic innego niż woda mi się nie chce;

oby tak dalej:o)

i tyle w temacie zelixy:o))

a teraz osobiste i intymne ( czyli nieobecne) życie idalki:o)

okres spokoju i bezruchu odpokutowuję nadmiarem spraw i obowiązków;

sprawy odfajkowane na idalkowej liście bolesnej, w głowie tkwiącej:

- sąd okręgowy, referat wizytacyjny dostał mój wniosek, moj notarialnie poświadczony podpis osobisty, rysopis razem ze zdjęciem EXcentrycznego; będzie kęsim; tłumacz ma 2 tygodnie na przetłumaczenie dokumentów i potem już organy brytyjskie będą troszczyć się o to, czy zapłaci czy nie zapłaci; bo mi się już znudziło;

- zacisnąwszy zębiska pożyczyłam od będącej w posiadaniu koleżanki brakujące XXX zł, spłaciłam najpodlejszy z podłych kredytow, bo wspólny z EXcentrycznym; po dlugich telefonach i perypetiach z pismami, otrzymałam upragniony komplet dokumentów poświadczający, że jedynym współkredytobiorcą, ktory to splacił, byłam ja i że stan kredytu na dzień bla bla bla wynosi zero !!! alleluja :o)

teraz znów muszę zacisnąć zębiska i spłacić koleżankę, co skutkuje miesięczną ratą dwa razy wyższą niż ta z ugody bankowej; ale mam papiery:o)

i nie odpuszczę ( tu mina malego wrednego szczurzątka);

w przyszłym tygodniu jestem umówiona z panią prawnik; zrobi za mnie wszystko, a nawet więcej; poczeka z płatnością do czasu, aż wyegzekwuję kasę;

a co do egzekucji – najwłaśniejsza moja pani prezes zaoferowała się, że poprowadzi mnie za rączkę przy egzekucji poza krajem; ma doświadczenie zawodowe:o)))

w końcu kończę pisać pracę; proszę ze mną przez najbliższy rok nie podejmować rozmów na tematy mobbingu i pokrewne; wczoraj doszłam do wniosku, że to tak pasjonujący temat, że magisterka z tego to jakieś popłuczyny,  że to trzeba zgłębić bardziej; że te sto parę stron to zaledwie cząstka tego, co ja mam do przekazania w tym temacie; za rok czasu powinnam dojść do siebie, euforia opadnie, skleroza dopadnie i znów będę normalnym człowiekiem ( o ile to mozliwe) a nie nawiedzonym babskiem :O)

kurwa!!! czyżbym ja na starość kretyniała doszczętnie???!!!

a jak dostanę te ustęsknione pół kredytu splaconego i wywalę je na przewód doktorski???!!!

wtedy poproszę o odrobinę przemocy, kaftanik z długim rękawkiem i pokój z mięciutko obitymi scianami:o)

życia emocjonalnego jako takiego brak – ani zakochana, ani tęskniąca, ani cierpiąca; jakaś pustka w srodku, ale to jest tak przyjemne uczucie, że chyba zostanę z nim na dłużej:o)

w związku z tym – zycia intymnego też brak:o)

kiedyś idalka usłyszała o sobie, że jest rozpustną dziwką, ale to mówił chyba ktoś niespełna rozumu, albo zaslepiony zawiścią i zazdrością – bez powodu – zaznaczam,żeby nie było:o)

37 letnia rozpustna dziwka ze stanem ogólnożyciowego licznika męskiego zatrzymanego na cyfrze 6;

no rozpusta jakich mało:o))))

podejrzewam, że większość 20latek pobiła ten mój wybitny rekord po kilkakroć :o)

plany na przyszłość???  – nauczyłam się ich nie posiadać;

wstaję po prostu rano i cieszę się, że jestem :o)

marzenia??? – są, na szczęście są:o)

sny??? – miałam jeden przewielki tydzień temu:o))

aż go sobie tu zapiszę ku pamięci:o)

wstęp do snu: poranne czytanie poczty w pracy przy kawie; mail do koleżanki klasowej ( ale nie takiej z tych odnalezionych po latach na n-k :o))) ; z tą trzymamy ręce sobie na pulsie od czasów matury   ); mail o treści mniej więcej: padła propozycja wspólnego piwa pod koniec roku, co wy na to? – i tyle; od kilku lat raz w roku próbujemy z różnym skutkiem znów choć przez chwilę pobyć tymi małolatami z maturalnej klasy Vb :o)

odpisalam, że i owszem ja na to – i tyle; dzień jak co dzień; nie miałam czasu o tym ciut dłużej pomysleć;

wieczorem padnięta poszłam spać i oto mój sen:

jestem na tej imprezie klasowej, ale ona głośna jakaś taka, jak wesele niemal; w tle ludzkie postacie koleżanek i kolegów; wszyscy piękni i przystojni, wyelegantowani i wyniuniani,a ja??? :o))

matko jedyna:o)))) spodnie do pół łydki, a spod nogawek wystają kopytka utuczonej świnki; zbite w wałki kawałki tłuszczu, masakrycznego obwodu – to moje kostki; obciągnięte podkolanówkami “sexi” pończoszanymi w kolorze cielistym, zwinięte w ruloniki na tych rulonach tłuszczu, całe skulkowane i w oczka – te podkolanówki rzecz jasna, nie moje kostki :o) i tańczę z kolegą, który mówi mi, że tak slicznie dziś wyglądam :o)))) a ja wiem, że on mi to mówi w imię starego sentymentu do mnie, bo wyglądam jak 60letnia pani odziana w namiot ogrodowy wnuczki :o) i mam obraz tej tańczącej pary z moim myslotokiem w tle i nagle znajduję się w jednym pokoju z moją odwieczną niespełnioną miłością !!!

lezymy obok siebie ( kompletnie ubrani) i on mi coś bełkocze – ma wadę wymowy??? a miał te 16 lat temu, czy nie???? myslę sobie; i go oglądam przy okazji; i ja, z takimi uroczymi kostkami, tak odziana, włoski trzy na krzyż, tłuste strączki, ja przyglądam  mu się i mysle sobie: boszzze, jaki on paskudny, jak się roztył, a fuj i się duchowo krzywię,co ja z nim robię w tym łózku??? ja miałabym go tknąć??? w życiu:o/

a on dalej coś bełkoce; zaczynam rozumieć co mówi; zauważam,że ma mocno błyszczący jak niklowany aparat na zębach – oddycham z ulgą,;ach to przez ten aparat ten bełkot; a on wciąż mówi; i kiedy tak mówi i mówi,a ja tak leżę i go oglądam, to znów zaczyna mi się podobać; dawne uczucia wracają;

zaczynam go w końcu słuchać;

- i wiesz, gdybyś mi załatwiła ten diazepam, to ja bym im to pokazał, że biorę i oni by mnie nie dali do tego wojska; jak ja nie chcę pracować u nich w wojsku; jakby wiedzieli, że ja ten diazepam biorę ( co to kurwa za diazepam – myslę sobie), to by nie zgodzili się, żebym był pilotem w wojsku / realnie jest pilotem; cywilnym; lata rejsowymi samolotami/;

i zaczyna mi się żalić, jaką ma stresującą pracę, jaki to cięzki zawód i wyciąga garść tabletem różnej maści,a ja wciąż myslę – kurwa, co to jest ten diazepam!!!???;

a on bierze każdą tabletkę z osobna i mówi, na co ona; że na nerwicę, że na lęki, że na depresję; generalnie skończyło się tym,że zeżarliśmy we dwoje ze dwie kieszonki tych jego tabletek  :o)))

no i najlepsze – gwódź snu, chociaż niekoniecznie jedyny, ale najważniejszy:o)))

za chwilę widzę siebie w sali obok pokoju i mam swiadomość, że przed chwilą uprawiałam na haju seks stulecia i kurwa!!! nic z niego nie pamiętam!!! nic nie czuję !!! niczego nie widziałam !!! po prostu zwykła wiadomość w głowie, jak depesza: przed chwilą STOP uprawiałaś sex STOP było zajebiście STOP jak się czujesz? STOP  – no żesz kurwa noooooooooooo!!!!

nie zdązyłam w tym snie ochłonąć po takiej traumie, a tu druga się szykuje !!!! jestem pod drzwiami pokoju, chcę wejść z myślą, że może ON tam jeszcze jest i TYM RAZEM uda mi się coś złapać dla siebie z tego bzykania, a tu mamuuuuuuuusia moja z osobistym dzieckiem moim :o)

włazimy do tego pokoju, a tam na tym samym łózku, na którym ja chwilę wcześniej PODOBNO deprawowalam doświadczonego dupczyciela nr 1 na świecie, leży wioletta villas i ktoś ją bzyka !!!! a ona leży i kwiczy i drze się i nie wiem ( w tym snie ), czy ona drze się bo gwałcona, czy tak ze szczęscia, że ktoś ją rusza ,się drze tak skubana !!!

tego było za dużo nawet jak dla mojej podświadomości; obudziłam się :o)

i siedząc na kibelku przy pierwszym porannym sikaniu nadal plułam sobie w brodę z tym sexem:o)))

to był najprawdopodobniej jeden jedyny raz z NIM i więcej takich razów jak nie było, tak nie będzie; ani w realnym świecie ( tu nie ma raczej wątpliwości), ani w sennym ( skoro przez 16 lat się nie wyśnił, to niby dlaczego ma mi się to przydarzyć jeszcze), a ja mam czarną dziurę a nie wspomnienia bajeczne, no szlag nooooooooooo!!!!

i dalej kombinuję, skąd ta villas u mnie w głowie??? na taki smakowity deserek :o))

i te moje kostki :o/

o mamussssss – a jeśli to wizja przyszłości ???!!!

nieeeeeeeeeeeeeeee!!!!!

właśnie pomyslałam coś; dlaczego mam amnezję na ten sex; widok własnego nagiego ciała z taką tuszą, z tymi kostkami mógłby mnie zabić, a przynajmniej po przebudzeniu doprowadzić do ukochanego depresyjnego stanu;

podświadomość chyba dobrze wie co robi;

choć z drugiej strony:o/

nie mogła wykombinować mnie o figurze JLo, skoro już miał nastapić ten jeden jedyny RAZ z NIM :o)????

no jak zwykle kurwa mam pod górkę – nawet w takich sprawach jak własny, osobisty sen;

w południe zadzwoniłam do koleżanki – Elka, co to jest kurwa ten diazepam ???!!

uprzejmie informuję, ze to psychotrop podawany przy depresjach, jakichś zespołach maniakalno-depresyjnych czy  coś koło tego; w sieci na pewno mnóstwo informacji na ten temat;

ja wiem jedno, że ani o tym ostatnimi tygodniami nie czytałam, ani nie dyskutowałam;

z uwagi na swoje skłonności do depresji znam kilka skutecznych leków nowej generacji, pamiętam ich nazwy a nawet ceny co niektórych, bo bolały lekko przy kasie;

ale o diazepamie świadomie nie słyszałam nawet;

albo mi pamięć szwankuje;

jeśli to wizja przyszlości, to jedyna moja pociecha, że aktualnie robię co mogę, aby do tych kosteczek nie dopuścić i się nie zapuścić; może oto zmieniam swoje losy:o)))?

dobija druga w nocy – chyba powinnam się zdrzemnąć przed pobudką o 5.45 :o)

the end

Starsze wpisy »