Kanały:
Wpisy
Komentarze

każdego dopadają chwile powagi i zadumy, kiedy nie ma ochoty na jakąkolwiek komunikację z innymi ludźmi;

i nie ma ochoty na dzielenie się tym, co właśnie czuje i myśli;

nie mam pojęcia, co dzieje się w duszach innych ludzi; ja, kiedy leżę chora w łóżku mając dużo czasu dla siebie i do myślenia, najczęściej wybiegam myślami do bliskich mi osób; bo w tym podłym samopoczuciu najzwyczajniej odczuwam ich brak tuż obok;

każdy mierzy ludzi swoją miarą,  bo niby jaką inną – tak myślę ja;

dlatego niech mi ktoś, kurwa, wytłumaczy te telefony kretynka, kiedy mógł jeszcze mówić i sms-y kiedy mówić nie mógł, zwalony grypą do łóżka;

bo mierząc swoją miarą, musiałabym …

jego powrót do zdrowia zasygnalizuje mi brak kilku smsów dziennie;

czuję niemoc i zmęczenie nim; ale każdy kontakt dodaje mi malutkich skrzydełek;

i to ja wciąż nie zgadzam się na spotkanie;

a on co jakiś czas niestrudzenie ponawia jego próby;

mam swoje życie, sprawy i problemy; i to ja nie dopuszczam nikogo do uczestniczenia w tym wszystkim;

tylko z poduszką wśród ciszy nocnej czasami dzielę się tym, czego nie umiem udźwignąć sama, co mnie gnębi i napawa strachem;

i tak zostanie; słusznie czy nie;

dwa miesiące

nie zaglądałam tu dwa miesiące;

moje genialne myśli i pomysły zdychały w locie, bo nie miałam jak ich zapisać;

jednak to chyba dobra wiadomość :o))))))))))

telefon do mariusza – 2 złote;

bilet pkp do mariusza – 60 złotych;

słyszeć jak płacze mariusz – bezcenne :o)

nieważny w sumie dokładny powód; ważniejsze to, że zaczyna chyba dojrzewać jako człowiek i mężczyzna; że zobaczyłam szeroką szczelinę w tej jego skorupie cynika, przemądrzałka i “NibyFantastycznegoJebaki”, na jakiego pozuje; żadnej korzyści raczej mieć z tego powodu nie będę; znam swoją wartość ale i swoje miejsce w szeregu; jednak nie jest i nigdy raczej nie będzie mi tak obojętny, abym miała gdzieś jego życie;

co innego EXcentryczny – ten jest genialny w swojej głupocie :o))) aż nie chce mi się o kolejnych wybrykach jego pisać; jednak wniosek nasuwa mi się wciąż taki sam- zero perspektyw na prawdziwego człowieka i tyle :o); jakie to szczęście, że sam odizolował się od dziecka na tyle, że bambi nie musi w tym wszystkim uczestniczyć choćby szczątkowo;

miesiąc temu niemal cały potężny szlag trafił mnie w pracy; zmusiłam się więc do wizyty u lekarza i do zrobienia badań;

jednak nie ma łatwo – jak to u mnie bywa; wszędzie dojdę, gdzie chcę; osiągnę wszystko co chcę,ale zawsze mam tak pod górkę,że hmmmmmmm…kurcze ….no faktycznie :o)))))))))))))

olśniło mnie!!!!!!!!!!!!!!!!!

ileż to razy odpuszczałam coś w połowie drogi, czyli na początku górki, której nie mialam ochoty czy siły pokonywać :o)

kurcze kurcze kurcze !!!

albo jak mawia mój kolega wojtuś, za bohaterem włatcy móch – dupa dupa cycki!!!

tak oto skubaniutki i cwaniutki Pan Bócek  ze mną pogrywa – wysilaj się kochana, wysilaj, bo inaczej figę ci dam :o))))

echh;

widać, to co odpuściłam, nie było dla mnie dobre :o) bo to, na co się zapierałam i osiągnęłam – zawsze było dla mnie najlepsze :o))

więc postanowiłam grzecznie poddać się wszystkim badaniom, byleby tylko dowiedzieć się, co tak  – do Chuja Pana !!! – naprawdę się ze mną dzieje;

poszłam więc któregoś czwartku do pierwszego wolnego w przychodni lekarza; wywnętrzniłam się, pozwoliłam wymacać czyli zbadać i dostałam kilka swistków na badania; na drugi dzień grzeczniutko potuptałam z samego rana upuścić sobie krwi i porobić w innych gabinetach za materiał badawczy; był to piątek; w poniedziałek grzecznie znów potuptałam z wynikami do kolejki w poczekalni do niby super hiper pani dotkÓr; mialam dalszy numerek, ale ze nie opłacalo  mi się  po pracy skoczyć jeszcze do domu, więc 2 godziny spędziłam na obserwacji zycia przychodni;

pierwsza obserwacja – stare klempy to cwane oszustki, niekoniecznie mające problemy z kończynami w sensie szybkości susów do drzwi gabinetu wciskając się bez kolejki;

druga obserwacja – 70cioletnia ( na oko) staruszka niekoniecznie ma zły słuch; ona UDAJE, że nie słyszy, kiedy jej wygodnie; przetestowałam; siedzi oto śmierdząca środkiem na mole baba i czai się; na drzwi gabinetu oczywiście; ale takich czający siedziało więcej; więc czai się-pozycja siedząca gotowa do startu;

z ciekawości głośno pytam – przepraszam, który ma pani numerek?!

- ciiiiiiiiiiiiiszaaaaaaaaaaaaaaaa

ja znów, tylko już ton głośniej: halo, proszę pani, który ma pani numerek?!!!

babsko głowę odwróciło do mnie tyłem i udaje,że nie słyszy; na kolanach torebka, płaszczyk i szaliczek; a w dłoni skrzętnie schowany numerek;

siedząca obok mnie kobietka po 50-tce, ledwo widząca na oczy z gorączki i osłabienia, również ponowiła jakieś 3 razy pytanie; zero odpowiedzi; starucha gapi się na moją twarz, póki nie zaczynam pytania; wtedy odwraca ten swój siwy cwany łeb!!!

rozbawiło mnie to; więc cichutko mówię: przepraszam, szaliczek upadł pani na podłogę;

babsko od razu rzuciło się niemal na czworaki :o)))))))))))))))))

wypadł jej numerek z ręki; 27; a krówka śmierdząca kulkami na mole szykowała się do startu, bo teraz jej “kolej”; a ja i schodząca babka miałyśmy numerki 17 i 18 :o)

głośno w przestrzeń ogłosiłam, co myślę na ten temat;

obserwacja nr 3: zza drzwi gabinetu usłyszałam oburzenie lekarza czekającego na pacjenta; aby była jasność: lekarz przyjmował do 18ej; w gabinecie nie miał pacjentów dobre kilkanaście minut, na korytarzu nikt do niego nie czekał i była godzina mniej więcej 16:30kiedy do gabinetu wpadł zdyszany starszy pan z przeprosinami,że musiał zostać chwilkę dłużej w pracy;

usłyszał między innymi ” co to za zwyczaje,żebym ja na pana czekała! to pacjent powinien czekać na lekarza,a nie lekarz na pacjenta!”; a mi do tej chwili wydawało się, że to normalne, że lekarz siedzi w gabinecie i czeka na chorych; jednak – myliłam się, trudno;

obserwcja nr 4: pod żadnym pozorem nie dać się zgadać lekarzowi i nie dać spławić – jak ja tego dnia; ale nie chce mi się opisywać szczegółów; no nie chce :o/; bo taki mam niesmak po tej i kolejnej- nastepnego dnia – wizycie;

jednak do takich wnioskó doszłam; kosztowało mnie to: pikuś :o)))) prośbę lekarza medycyny-specjalisty chorób wewnętrznych, byłego ordynatora interny w miejscowym szpitalu o to, bym z wynikami (wyciśniętych przeze mnie  od niej siłą ) badań do niej już nie przychodziła, jeśli mogę, na co się zgodziłam z wielkim uśmiechem i ręką na klamce :o)))))

po prostu poczuła się obrażona przeze mnie; cóż – mogła mnie potraktować z należnym mi szacunkiem, czcią i atancją, to bym i ja była dla niej miła :o))))))))

obserwacja nr 5: jeśli na tabliczce pisze odbiór wyników od do, to ngidy,przenigdy nie przychodź pół godziny przed końcem wyznaczonego czasu, bo możesz pocałować klamkę; jakieś 15 minut po wyznaczonym czasie również, po spotka cię to samo; uznałam za stosowne wyrazić swoje emocje grzecznie ale stanowczo :o))) i tyle było mojego :o))))

po ostatnie już wyniki muszę zapierdalać super extra ponownie, co zniechęciło mnie do kolejnych pewnie badań i wizyt u kolejnych lekarzy, którzy w jakiś przedziwny sposób uwierzyli, że są lepsi i mądrzejsi i bardziej boscy od pozostałej części społeczeństwa;

niestety od czasu do czasu trafia im się taka czarna owca jak ja, która im przypomina, żeby zeszli na ziemię;

taaaaaaaaaaak…

wnioski z obserwacji?

chciałam uniknąć w jesieni życia tego uroczego spędzania czasu na krzesełkach w kolejnych poczekalniach, jednak te 3 popołudnia i 3 poranki spędzone w jednej przychodni sprawiły, że ogromna niechęć wyrosła we mnie do tego chorego systemu uzdrawiania :o/ i jeśli nie padnę wcześniej, to  za kilkanaście -dzieścia lat bedę najpewniej jedną z tych smierdzących kulkami na mole babiszonami, które albo szczerzą do mnie swoje plastikowe zębiska albo udają głuche lub lekko upośledzone, byleby tylko wcisnąć się w uchylone drzwi gabinetu;

system leczenia jest tak chory, że ja dla niego nie widzę dobrych rokowań; musi zdechnąć jak pacjent pod bramą szpitala i na jego miejscu, może jak feniks z popiołó, wyrosnie coś, co zacznie spełniać swoją rolę;

a ja uparcie będę tam wracać – mimo wszystko – bo kurwa za dużą kasę im płacę, żeby nie móc sobie od czasu do czasu poużywać na tumanie w białym kitlu i pokazać mu, że to ja jestem bardziej boska od niego i pokłony to nie ode mnie tylko od tumana w moją stronę od początku do końca wizyty się należą, ot co!

póki co, diagnoza nieszczęsnej lekarki nie była trafiona, za to moja jak najbardziej, o co zresztą poszło;

ostatnim wnioskiem jest ten, że jeśli chcę antybiotyku na kaszelek, katarek i krzywe pierdnięcie to mogę pójść i po wyjawieniu krzywizny pierdnięcia powinnam wyłączyć się aż do momentu wręczenia recepty na antybiotyk; tylko bezwzględnie przed wyjściem należy jeszcze rozszyfrować mazaje, aby nie kupić leku, na który jest się uczulonym – tę wiedzę też muszę posiadać ja – nie lekarz; bo od lekarza usłyszałam, że ona nie ma obowiązku czytać mojej kartoteki :o))))

a tak poza tym – bzykać mi się chce :o/ płodne dni nadchodzą :o/nikt z tych “podręcznych” mi nie pasuje; ci pasujący niedosięgli;  starzeję się i zaczynam myśleć, że jednak samochód może być priorytetem w życiu człowieka; a bambi uszkodziło sobie torebkę stawową w paluchu u prawej – na szczęście – łapy; przynajmniej przepisywanie zeszytów mi odpadło; koza jest stanowczo za mądra życiowo jak na swój wiek; no i się jej na domowe życie to przeniosło; ale to chyba taki głupi cielęcy wiek; ciekawe, kiedy przyprowadzi pierwszego ukochanego do domu; oby jak najpóźniej, oby jak najpóźniej oby oby oby :o))

przepiękny, ze wzrokiem jak magnes, pan kierowca z busa nadal łypie okiem; echhh – zycie i ta moja pokręcona chora moralność; po jaki chuj on tę obrączkę nosi :o/

odwieczna walka z wagą dobiła mnie tak ogromnie, że zaczęłam mieć i wagę i walkę w dupie – ot co!

dopóki szyją spodnie w moim rozmiarze, dopóty odwieszam walkę na kołek;

ilekroć schudnę, to potem w euforii wlasnej ponętności zaczynam jak dzika świnia cieszyć się z tego przy lodówce; i problem wraca;

to ja dziękuję, zaczynam doszukiwać się znów piękna w samej sobie -  choćby dla dziwaków i odmieńców; zawsze lepiej mieć jakieś niż żadne :o)))

ostatnio w tv usłyszałam, że kobiety piękne i inteligentne mają problemy ze związkami, albowiem wiele oczekują od partnera; a partner jak to partner – woli mieć dzidzię w panterce, która mu uroczo macha kuperkiem przed nosem, niż babsko, które się wiecznie wymądrza, ma własne zdanie i czyta dzienniki drukowane na szaroburym papierze, a nie miesięczniki dla kobiet z kolorową okładką;

faktycznie co to za atrakcja – baba siedząca wieczorem z jakąś rzeczpospolitą, w której tłustym drukiem napisano, że ujgurzy boją się o własne życie; bo  kto to jest ci ujgurzy???

za to cosmopolitan czy inna pani tak kusząco wygląda z propozycją okładki: jak na 21 sposób zadowolić swojego partnera???

nieważne, że dotychczas był zaspakajany aż nadto, przecież zawsze może być lepiej, prawda??? :o))))

masssssakra i tyle;

gdzie jesteś księciuniu na białym ośle, no gdzie???!!!

siedzę i siedzę i wyczekuję i dupa tylko mi klapceje od tego siedzenia!!!

czy naprawdę seks bez związku, zobowiązań jest taki na porządku dziennym wśród dorosłych ludzi?

czy naprawdę, zdrady, romanse, skoki na bok to codzienność a nie ewenement?

czy naprawdę dookoła mnie żyją kochanki, zdradzacze, małżeństwa z odwiecznym milczeniem w tle i ani na lekarstwo zdrowych, normalnych ludzi i rodzin?

czy tylko ja sama ściągam takie patologie w swoje życie?

sama już nie wiem;

a to ważne – bo poddać się temu, czy nie?

oto jest pytanie :o/

P.S.

mariuszek strzelił focha dwa dni a raczej wieczory temu :o))))

jego słowa – oczywiście mniej wiecej: te dziwki nawet z pół stojącym chujem będą udawały, że mnie kochają;

na co ja zapytałam słodko: a długo tak potrafią udawać :o)))?

no i nastało milczenie – foch jak nic  :o)))

urażona męska duma – ciekawa jestem do kiedy; te okresy fochów i urażeń coraz krótsze bywają :o))))))))))))

skruszona

dawno mnie tu nie było;

nie miałam potrzeby, a kiedy miałam, nie miałam możliwości albo siły;

ucieka mi dzień za dniem;

czasami jest mi tak cicho smutno, że czas przecieka między placami,a tu cisza w moim życiu osobisto-uczuciowym;

afektacja mariuszkiem zamieni się niedługo w defekację;

co ja w nim widziałam???

jakiego boga, jakiego cudownego człowieka?

nosz kurwa mać !

czuję się od niego mądrzejsza; co po wiedzy książkowej i umiejętności logicznego myślenia, kiedy jednego używa wyłącznie w celach zarobkowych, a drugiego niemal wcale ???

czasami za nim zatęsknię, ale to już chyba bardziej z przyzwyczajenia, niż z potrzeby uczuć; jeszcze lubię go słuchać, ale już zaczyna mnie denerwować swoimi poglądami; wierzyć mi się nie chce niekiedy, że on to wszystko mówi serio;

jesli tak, jeśli to nie słówka pod publiczkę, to gość nadaje się na doskonały materiał badawczy dla psychiatry, a może i psychologa – jako jednostka wybitnie aspołeczna;

jego EGO przerosło jego wzrost minimum dwukrotnie, jego IQ jakieś trzykrotnie, a penisa – jakaś 30-krotność w zaokrągleniu; tyle o proporcjach mariuszka :o))))

sąd brytyjski drapnął ostatecznie EXcentrycznego i do końca września pod nadzorem sądu uk – mój słodki były mąż ma mi spłacić zaległości – jestem szczęsliwa :)

sam Excentryczny dorasta albo bawi się w dorastanie; niemniej jednak w jego zachowaniu zachodzą jakieś powolne zmiany, oby na lepsze i oby na stałe;

oby nie chciał próby naprawy rodziny, bo chyba skończy się wtedy okres naszych doskonałych kontaktów, jaki właśnie trwa;

tak więc w moim sercu pustka;

ani mariuszek, ani serek ani nikt inny nie mąci mi tej pustki i ciszy tam trwającej; czasami tak mi brakuje seksu, że drapałabym ściany i rozkładała nogi na srodku ulicy, ale panuję już nad swoim popędem tak doskonale, że umiem zdusić bydlaka w zarodku; jednak chciałabym pójść już na randkę, wyskoczyć gdzieś wieczorem;

jakiś czas temu swoje życie osobiste całkowicie odwiesiłam na kołku na czas nieokreślony; nawet nie zauważyłam, kiedy to nastąpiło;

jeszcze rok, dwa lata temu w niemal każdy weekend musiałam opędzać się od propozycji znajomych; dziś niemal wszyscy o mnie zapomnieli;

za bardzo skupiłam się na tym, że wciąż byłam tą nieparzystą osobą; rumienienie się na dwuznaczne teksty żonatych kolegów, półsztuczne uśmiechy do żon owych kolegów, bo do cholery nie mam w dupie jednak tego, co kto o mnie myśli; rozumiem i jednych i drugich z tych scenek; i te chęci na łatwy łup w postaci samotnej baby i te lęki kobiet;

kiedy miało się te 19-20 lat, flirtowanie było przyjemne i radosne; wszyscy przecież niemal mieli jakieś swoje nieformalne jeszcze połówki, ale prawie nikt myślał tak dramatycznie jak teraz – w wieku lat 30tu kilku;

bądź miła dla kumpla, wygłupiaj się z nim, to ci zaproponuje – jak słynny u mnie już tomaszek – oglądanie mojego mieszkanka :o/

a połówka innego biedaka pewnie mu zrobi w domu sceny, jak śmiał się odezwać do tej zdziry, co to pewnie co noc sypia z inną ofiarą swoich łowów;

a niereformowalna idalka marzy o niekoniecznie przystojnym, niekoniecznie boskim, ale koniecznie dobrym, mądrym facecie, który o nią zadba, zatroszczy się nieproszony i pozwoli pod swoją opieką na niewinne flirty i wygłupy z kolegami :o)

i może pokonałby moje kompleksy i zahamowania … blokady i schizy różne …

pomarzyć zawsze można;

a potem spokojnie wrócić do rzeczywistości;

chęć wyrwania się z domu aż we mnie krzyczy;

naprawdę zaczynam już coraz częściej odliczać ten czas, do kiedy mała będzie w domu; jeszcze tylko pięć lat i bozia da,a wyjedzie na studia; to tylko!!! pięć lat ;

gdzieś popełniłam ogromny błąd w tej swojej pewności o własnej mądrości; i nie wiem, jak teraz to wszystko odkręcić; jak stanąć w miejscu, gdzie miałam wybór i szanse;

skończę remonty w domu, uszyję obiecaną torbę do szkoły dla małej i zacznę w końcu dbać przede wszystkim o siebie;

a teraz brakuje mi po prostu świadomości czyjejś miłości;

idę spać.

kurcze – już marzec :o)

a miała być wiosna i już mi nią nawet pachniało; dopóki dziś rano nie spojrzałam przez okno i znów ujrzałam białość wszechobecną;

szlag – dosyć mam już zimowych buciorów i szalików, od których skóra na brodzie i okolicach rujnuje mi się z dnia na dzień coraz bardziej;

w ogóle kilka dni temu miałam napisać radośnie i świergoląco – wiosennie po prostu; a teraz? :o/

dooopa

skurczybyk M znów się odezwał jakiś czas temu; i tak to było baaaardzo długie milczenie – jak na niego; w sumie to już zapomniałam ,czy milczał bo się obraził na mnie, czy tak sam z siebie; nie chce mi się nawet wracać do zapisków tutaj, żeby sobie przypomnieć;

własnie jakieś pół godziny temu dostałam od niego smsa, że jesli wczoraj gadał coś głupiego, to mnie przeprasza;

och mammussssss – słowo przepraszam w jego ustach???!!! no szaleństwo – facet się starzeje i mięknie;

odpisałam grzecznie, bo wypada odpisywać na smsy, więc odpisałam grzecznie, że nieczęsto gada inaczej, więc tragedii nie ma,a jesli naprawdę czuje potrzebę przeproszenia mnie, to mu mogę podesłac listę powodów; i spytałam, skąd nagle takie przypływy wyrzutów, czyżby jakaś miłość rzuciła i posucha mu dokucza; no i milczy; pewnie też bym milczała na jego miejscu; haaaaaaa!!!! chyba tak było właśnie ostatnim razem milczącym – ja mu chyba podobne komplementy prawiłam!!! ale jak zadzwonił pierwszorazowo po tak długim milczeniu i zasugerowałam wizytę u psychiatry i prześwietlenie mózgu w celu sprawdzenia, czy nie ma jakiegoś guza, który go uciska i nie pozwala mysleć – to się nie obraził; widać wszystko inne było w nim wtedy mocniejsze, prócz własnej urojonej dumy; bo dumy prawdziwej to on raczej nie ma powodów posiadać :o/

czy ja się robię zgryźliwa i zgorzkniała???

bo kilka dni temu oberwało się i EXcentrycznemu również; ale i on sam się prosił o kilka ciepłych słów;

zadzwonił do dziecka, które w przypływie tkliwości poinformowało tatusia, że mama sie obroniła i jest magistrem; tatuś zechciał mi pogratulować osobiście i tak oto dostałam telefon do ręki;

rozmowa mniej więcej brzmiała tak:

ON: no cześć żona; gratulacje ( i takie tam szczebiotanie w tym temacie tiu tiu )

JA: no dziękuję, dziękuję, również się cieszę

ON: no wiesz, miło mi,że to taka moja trochę zasługa w tym jest;

hehheeeeee – no i tym sobie chłopczyna nakroił :o))))

JA: proszęęęęęęęęę????? że TY i zasługa???

ON: no wiesz ( zaczyna się wycofywać, chyba poniał, co powiedział), no taka trochę jest; w końcu byliśmy razem; przecież jesteś moja żona;

JA: kurwa! jak już, to BYŁA żona, mój drogi, BYŁA żona; poza tym, jaka twoja zasługa w tym??? przecież gdyby nie ty, to ja bym tego magistra zrobiła już lata temu, a nie teraz; dziś już bym mogła mieć doktorat!!! przecież DZIĘKI TOBIE to ja te studia musiałam przerwać, chciałam ci słoneczko przypomniec, gdyby ci z pamięci uleciało;

EXcentryczny zaczął się wić jak piskorz i w związku z tym zaczął brnąć coraz głębiej:o/

ON: no ale wiesz, inni mówią na swoje byłe żony, że są głupie, no a ja nie mogę tego powiedzieć; ja mogę mówić, że moja była żona nie jest głupia, bo ma magistra;

no żesz kurwa ja pierdolę :o/ poziom tego chłopaka mnie rozwala coraz mocniej:o/ wypadałoby podejść do ściany i z bezsilności kilka razy puknąć się czołem, żeby sprawdzić, czy to nie jakiś koszmarny sen:o/

jego pukać nie ma sensu – to już raczej przypadek nieuleczalny;

ale widać było mu mało własnej żenady, chcąc zmienić temat, zaczął mnie przepraszać, że nie odzywał się do mnie ten ostatni miesiąc; kurcze, no nie zauważyłam, ale widać on to zauważył; powiedział mi,że się po prostu wstydził po tym, co miesiąc temu mi naopowiadał; a nie pamiętam już, czy pisałam,że zadzwonił po nowym roku, oświadczył że rozchodzi się z ukochaną, że mieszkają w jednym domu ale osobno – już ostatni miesiąc, bo do rozstania się doszło po jego wypłacie i opłaceniu z niej wszystkich rachunków; że jest w trakcie szukania pokoju samodzielnego, że w końcu będzie mogła córka do niego przyjechać pod moją opieką i takie tam snuł wtedy opowieści,aż go poprosiłam,żeby tak nie galopował do przodu, tylko może informował o tym czego już dokonał,a nie co planuje; w międzyczasie dzwonił do dziecka, opowiadał,że już znalazł pokój, że będzie mogła przyjechać do niego ze mną, bo wynajęty pokój ma na to warunki itd itp; no wzruszająco było; potem nagle przycichł i któregoś dnia, mniej więcej po miesiącu oświadczył mojemu dziecku, że ukochana poprosiła go o ostatnią szansę, on nie wie, czy dobrze zrobił, ale się zgodził; no i pytał się 13latki, jak myśli, czy on dobrze zrobił :o/

więc tak wyglądal ten miesiąc nie odzywania się do mnie :o)

no i wracam do czasu obecnego – jego przeprosin; i wyznania się było mu wstyd przede mną;

JA: wiesz co? ty już takie rzeczy robiłeś, a ja takie rzeczy widziałam, że mnie raczej nie powinieneś się wstydzić z żadnego powodu; natomiast cały czas się zastanawiam, czy ci nie jest wstyd przed własnym dzieckiem;

ON: no wiesz, wstyd i to ogromny; bardzo mi wstyd;

JA: tak wiem, no oczywiście; i ten wstyd pozwalał ci się zwierzać 13toletniej córce z twoich dylematów uczuciowych dojrzałych i pytać ją o zdanie w tym temacie??? chłopie, czy ty się zastanowiłeś, jaki ty wzór mężczyzny dziecku własnemu przekazujesz???!!!! to ja na głowie staję, żeby jej wpoic, że jeśli podejmuje jakąkolwiek decyzję, to niech to robi z rozwagą, po przemysleniu, zeby nie było odwrotów, a co najwyżej niech potem ponosi konsekwencje podjętych decyzji, a ty mi moją całą ciężką pracę wychowawczą rozpieprzasz jednym telefonem???? nie przyszło ci do glowy, że ona cię kocha mimo wszystko i w dorosłym zyciu może szukać takiego faceta jak ty???? taki wzorzec mężczyzny jej przekazać chcesz???

ON: no faktycznie, nie powinienem …

JA: Kochanie, mam tylko jedno pytanie do ciebie; czy chciałbyś aby twoja corka związała się z takim facetem jak ty???

ON: ( po dłuższej ciszy skruszonym tonem) … no niee …

JA: no właśnie; a tak skoro już mi mówisz o ukochanej ( w oryginale posługiwałam się imieniem:o)   ); to czy przypadkiem ta jej prośba o ostatnią szansę to nie zbiegła się w czasie z twoją wypłatą kolejną???

ON: ( już całkiem zgaszonym cichym tonem) … no wiesz, brałem to pod uwagę … tak mi się też wydawało, że i to jest powodem …

JA: dobra były mężu, daję ci dziecko do słuchawki, bo chyba dosyć cię już upokorzyłam,chociaż nie miałam zamiaru

- no i sam się prosił o te ciepłe slowa, prawda???

dziś zadzwonił ze spóźnionymi życzeniami imieninowymi do mnie; potem pogadał z dzieckiem; po rozmowie dziecko mówi: mamuś, tato pytał się mnie, co ja chcę na imieniny ( mała ma 10 dni po mnie i urodziny i imieniny:o)))   – imię ostatecznie wybrał ojciec, nie ja :o))))      ); co mam mu powiedzieć, mamuś???

- powiedz kochanie, że ja chcę najnowszą płytę DM – wychodzi 21 kwietnia, a tobie niech wysle kasę, ty sobie kupisz coś na miejscu;

może źle ją wychowuję; ale życie jest twarde; nie chcę, żeby dopiero po 30tce jak ja odkryła, że to świat ma leżeć u jej stóp, a nie ona u stóp wszystkich, łasząc się i żebrząc o okruszek miłości i zainteresowania; troski i szacunku;

ona już teraz jest niekiedy mądrzejsza życiowo niż ja;

i dziś nie mam już wątpliwości, że to naprawdę moja, wyłącznie moja zasługa;

idę zadzwonić do M :o)

pogrywał sobie ze mną tyle czasu; teraz kolej na mnie; bo afektu wielkiego już we mnie nie ma; powiem mu, że ze mną rozmawiał tylko chwilkę; więc te głupoty musiał mówić komuś innemu;

wiem; nie trzeba mi już odpowiadać na pytanie zadane sporo wyżej – jestem zgryźliwa i zgorzkniała; i nie widzę powodu, żebym nie miała sobie teraz na zimno poużywać na tych dwóch; w koncu to oni wyzwolili we mnie te cechy; więc niech ich w końcu doświadczą;

i to by było na tyle;

the end

radość o poranku :o)

po końcówce roku mało sympatycznej nie mogłam długo dojść do siebie; albo inaczej – mimo pozorów, ja gdzieś samą siebie zgubiłam; wpadłam JA gdzieś głęboko pod łóżko i tak leżałam  i kurzyłam się sobie aż do niedawna :o)

uf fff  – przypomniałam sobie o sobie, wpełzłam pod łożko, wyciągnęłam, wytrzepałam, wrzuciłam do pralki na krótki cykl prania i oto jestem :o))))))

ta daaaaaaaaaam:O)

ze wstydem przyznaję, że to co zgubiłam z zelixą w miesiąc, w kolejne dwa odrobiłam, na szczęście bez nadwiązki; jedak pora na kontynuację;

naprawdę polecam ją wszystkim zdesperowanym o ile ich nadmiar sadełka nie ma poważniejszych przyczyn niż “lekkie” problemy z tarczycą i takie tam inne, na co jednak lekarz przyzwala :o)

tak więc zelixo witaj znów :o)

praca dyplomowa złożona w dziekanacie, czeka cierpliwie na chwilę wytęsknioną, która nie jest zależna ode mnie w tej chwili w końcu:o) ale myślę, że cała ta afera z obroną to już tylko formalność i kolejny dyplom, tym razem z przepiękną piątką będę mogła wrzucić gdzieś do szafy :o);

w ataku radości z powrotu do swojego JA polazłyśmy dziś z kangurem na zakupy kosmetyczne; karta płatnicza zrobiła się gorąca,a mnie gorąco oblało w domu, jak pozbierałam paragony z wszystkich siateczek i siatuń; jak mi zabraknie na chleb pod koniec miesiąca, będę mogła siąść w łazience i nasycać się zapachem i widokiem ukochanych tubek, słoiczków, buteleczek itp :o)

no i butyyyyyyyyyyy:o)

cholera – zaraziłam tym małą:o/

cholera, z cholerą i na cholerze, cholera!

spopielały granat zamszowy, na szpilce – myślę już trzeci wieczór :o/

a niunia siedzi obok mnie wieczorami i myśli o zamszowych popielatych kozaczkach w dziurki:o/

dziś zaszłyśmy niechąco ( achaa) do kilku obuwniczych; i okazało się, że te rozważane przez nas są w nich droższe o kilka dyszek od wyszperanych na allegro wraz z kosztami wysyłki;

no i koniec rozważań wieczornych; klamka zapadła;

tylko czy ja aby na pewno mam zamiar chodzić często w  9-cio centymetrowych szpilkach:o/ ale nie umiem się od nich opędzić – no nie umiem:o/

no i ja naprawdę rozwijam się duchowo; może tego nie widac, nie słychać i nie czuć; ale rozwijam się;

wybaczam bliźnim, coraz mnie mnie w nich irytuje, jestem coraz bardziej wyrozumiała;

no i ta moja skłonność do starszych ludzi;

ja naprawdę przepadam z rozmowami ze starszymi ludźmi; choćby tymi spotkanymi przypadkowo, może jeden jedyny raz w zyciu :o)

jak dziś ze starszą panią, która opowiedziała mi o zmarłym mężu i o tym jak żyje jej się samej i jak okłamuje dzieci, żeby się nią nie martwiły i żyły własnym zyciem; to piękne; jak ta starsza pani :o)

a co może mi dać rozmowa z 20-tolatką??? odrobinę niesmaku i żenady – chyba że spotykam niewłaściwe 20-tolatki :o)))

kiedy pracowałam w szkole, uwielbiałam starszego pana, palacza, rocznik urodzenia 1935; po smierci żony sam wychował najmłodszego syna; przychodził do mnie ze słoiczkiem miodu z własnego ula albo butelką winka własnej roboty i opowiadał :o); cudny, dobry człowiek :o)

mój dziadziuś skubaniutki świętej pamięci:o)

widywałam go najczęsciej raz w roku w wakacje, ale i tak kochałam go ogromnie i niekiedy tak mi smutno, że moja niunia go nie zdązyła poznać; traf chciał, że tego wieczora, kiedy on umierał w szpitalu z moją mamą przy nim, ja robiłam właśnie niunię z ukochanym, bo miałam wolną chatę :o) i tak zadbałam o równowagę liczebną w naszej rodzinie :o) dziadziuś odszedł, a ja poczęłam najpiękniejszą istotkę na świecie:o)

jak ja się podśmiewałam w duchu z dziadka, kiedy w kościele na niedzielnej mszy ładował mnie z kuzynostwem do ławki obok siebie i napuszony jak paw przez całą mszę oglądał się za siebie i na boki, czy aby na pewno wszyscy widzą, że on z wnukami na mszę chodzi :o)

albo jak przyjechał po operacji do nas i mimo że pozostałych troje dzieci miało lepsze warunki mieszkaniowe, mogli mu dać osobne pokoje, to on wolał być u nas, gdzie leżał w przechodnim pokoju -no ale wtedy zycie nasze toczyło się na jego oczach,a nie za ścianą, kucze – o tym wcześniej nie myslałam:o)

ale  kochałam dziadka w wiszących kalesonkach dreptającego do łazienki:o) i jego zamiłowanie do materiałowych chusteczek, które zapierałam z flegmy i  smarków dziadkowych bez obrzydzenia, bo nic nie mogło mnie w nim zbrzydzić; jak się zżymał, że nie tak jak należy myję mu głowę :o)))

kurcze;

zdałam sobie sprawę, że jeszcze tęsknię za nim; chociaż śni mi się od czasu do czasu;

koniec

mimo pociągu do starszych ludzi, nadal mężczyźni pociągają mnie wyłącznie młodsi; jak kiedyś pisałam; to mam widocznie po babuni, zonie ukochanego dziadziusia :o) która była starsza od niego o jakieś 11 lat :o)

pomimo ustalonych już kwestii, jaki powinien być ten NAJ, nadal podtrzymuję w sobie teorię, że nie chce mi się go szukać i tyle;

i coś mi się z głową stało, upadłam, uderzyłam się, nie pamiętam; jednak po prostu obudziłam się niedawno i stwierdziłam, że jestem kretynką do kwadratu jeśli chodzi o mariusza;

jak ja mogłam tak długo wciskać sama sobie  robaki do mózgu, że tylko on i och i ach???

kurcze, no kretynka to mało powiedziane; spojrzałam na siebie przytomnie wstecz i wyszło mi, że wielkość i siłę uczuć do tego kretynka wsadzałam w samą siebie na siłę, bo to było takie cudowne, kiedy on się tak mną zachwycał i zachwycał i zachwycał niezmiennie:o)))))))))))

po latach niezachwycania się męża powinno mnie to odrobinę usprawiedliwić; jednak cały ten czas – mam niejasne wrażenie, że przeoczyłam czyjeś inne zachwyty;

trudno; może tak właśnie miało być???

bo nie cofnę swego pierwszego odczucia związanego z mariuszem;

on naprawdę urodził się po to, by mnie uszczęsliwić; jednak nikt nie mówił, ze będzie to miało być dozgonne uszczęsliwianie :o)

pokazał mi samą siebie, pokazał mi świat i mózg mężczyzn; nauczył mnie patrzeć, mysleć i oceniać ich inaczej; pokazał mi, że potrafię i umiem postawić sobie wysoko poprzeczkę;

to naprawdę wiele;  dzięki niemu też zrozumiałam, że aby być szczęśliwą ,niekoniecznie muszę wisieć na męskim ramieniu:o)

droga Gosiu – obsesja na punkcie pana ze zdjęcia opanowana; pewnie miałam płodne dni; oj;

policzyłam – no na 100% miałam płodne dni wtedy :o))))))))))))))))

tym radośnie imbecylnym akcentem kończę dzisiejszy wpis :o)

dziecko wraca od koleżanki :o)

pora pomatkować:o)

czas

cały ten czas oczekiwania na wyniki badania przepłynął jakby obok mnie; żyłam, oddychałam, jadłam, wydalałam, śmiałam się, płakałam, pracowałam, odpoczywałam, spałam, rozmawiałam, a jednak niewiele z tego dziś pamiętam;

kiedyś miałam podobne pół godziny w swoim życiu; lekarz przepisał mi jakiś środek nasenny; zazyłam zgodnie z wytycznymi, jednak kiedy rano wysiadłam z autobusu i szłam jeszcze spory kawałek na pieszo do pracy – wszystko toczyło się obok mnie, jak na filmie; za lekko pofalowaną grubą szybą, przygłuszającą też dźwięki;

tak i teraz – jakiś film ze mną w roli głownej, na szczęście już zakończony;

wynik pozytywny dla nas, obiektywnie – nie mam pojęcia; najważniejsze, że nic złośliwego; kontrolne rtg za pół roku; czujność – na zawsze; mogą być nawroty; może zezłosliwieć;

ale może to mi jutro kawałek rynny spaść na głowę – nie będę możała i gdybała; raczej już nigdy więcej;

i zrozumiałam jedno – że nie chcę i nie potrafię być tak naprawdę sama; dopiero teraz odczułam ten brak męskiego ramienia, kiedy wieczorem musiałam wtulać się w poduszkę i łkać bezgłosnie gryząc poszewkę; dopiero teraz zabrakło mi męskiej czułości, pocałunków i męskiego ciała; kurcze – pięć i pół roku od końca takich regularnych technicznych mozliwości – takie odkrycie – to tylko ja potrafię :o)

ale nadal nic nie robię i pewnie nie będę robić w tym kierunku; nie mam czasu, nie mam ochoty, nie mam siły, chęci, nastroju, bla bla bla; wszystko odkładam na jutro; jednak to moje życie;

odłozyć je na jutro nienadchodzące wiecznie???

kupić wibrator, który chociaż fizycznie pomógłby mi się rozładować ???

znaleźć młodego kochanka, jak dziś oświadczył mi kolega???

ale dlaczego ja muszę to wszystko robić??? dlaczego to nie może zrobić się samo z siebie dla mnie???

dlaczego zimą bywam taka marudna i depresyjna? nie do zniesienia dla innych niekiedy chyba?

dlaczego nikt jakoś nie zabiega szczególnie o moje względy, ale od wielu słyszę, że EXcentryczny powinien pluć sobie w brodę, że dopuścił do utraty mnie?

dlaczego to wszystko o co pytam, jest takie nic nie warte i miałkie, a jednak zaprzątam sobie tym głowę?

dlaczego dokarmiamy jakieś bambusowe rodziny w afryce, a obok nas chodzą głodne i brudne dzieciaki, jak to dzisiaj usmarkane i ukopcone, które widziałam gdzieś po drodze?

dlaczego budujemy im studnie??? skoro im się nie chce – bo nikt mi nie wmówi, że nie potrafią:o/

dwa tysiące lat temu takie rzeczy się działy :o/

same bambusy na dalekim kontynencie to studnia bez dna; organizacje z całego swiata pchają tam setki milionów tylko po to, żeby rządzący tymi bambusowymi państewkami mogli nadal zbroić się i wdawać w jakieś idiotyczne wojenki:o/

wrażliwi ludzie świata organizują się i robią zrzutki by likwidować biedę, a w tym samym czasie ich wybrańcy u koryta rządów zacierają ręce z dochodów, jakie przynosi im sprzedaż broni do tych samych państewek :o/

reklamy bombardują albo bezsensem albo nagością i seksualnością, nawet przy płynie do prania:o/

mój mózg w natłoku tych informacji, swoich wewnętrznych poszukiwań odpowiedzi na zadane sobie pytania, powoli przestaje normalnie funkcjonować;

tv zaczęłam uzywać głownie do oglądania filmów i seriali na dvd;

radia staram się nie słuchać, chociaż ostatnimi czasy … wróciłam do starej poczciwej trójki i zaczynam mieć wyrzuty, że nie płacę abonamentu; jednak dziś uświadomiłam sobie, że to oni, w tym radio, robią mi i nie tylko mi powolne, ale skuteczne pranie mózgu;

“… pamiętaj, że gdyby nie abonament, nie wysłuchałbyś teraz tej audycji…” czy jakoś tak :o/

a ja naprawdę lubię tę odrobinkę absurdu w mediach, jaką daje mi pan józef – hodowca kurczaków;

czuję się przepełniona tym wszystkim aż po same brzegi; problemami własnymi i innych, monotonnoscią pracy i codziennością życia, całą zewnętrzną otoczką mnie i tą krajową i tą globalną;

czuję się niezrozumiana, niedoceniona, niekochana, niekobieca i wszystko na nie;

jakie to trywialne i żałosne;

dziś ustaliliśmy sobie z kolegą, że jeśli do 2010 roku nie znajdziemy swoich połówek, spróbujemy czy my jako połówki do siebie pasujemy;

nawet w tym nie mogę być oryginalna;

to już było;

w filmie z julią roberts;

wszystko już było;

ja również;

rozumiem teraz 38latka, który wg siebie jest starcem, któremu niekiedy staje; który ma żonę, dziecko, na pozór udane życie, a w środku pustka; bo wszystko już było; a to co jest, ma inny smak; gorszy; cynizm okrywający miękką tkankę;

gubię naiwność życia;

the end

senność

godzina 22:21; wróciłam ze szpitala; jestem padnięta, zmęczona, stłamszona, ale wierząca i pełna nadziei i wiary; misiątko równy tydzień od zwykłej, nie zanoszącej sie na nic więcej – wizyty u lekarza, wylądowało na stole operacyjnym; od godziny 6:30 do może 21ej przechodziłam wszystko co możliwe; histeryczne zachowania dziecka, histeryczne zachowania siostry, własną histerię w formie głęboko utajonej; niezrozumiałe rekacje innych; gorączkę ze strachu misiątka, jej wielkie jak spodki oczy – i nawet kurwa nie wiem, czy nie osiwiałam, bo po pierwsze nie wiem, kiedy spoglądałam w lusterko ostatnio ( ale czuję wielki kołtun z włosów na karku),a po drugie – nawet gdybym spojrzała, to mam kurwa włosy farbowane; a pod spodem mogę być już siwy gołąbek – i chuj z tym, jakby stwierdził głupawy Mariuszek;

dwie godziny odchodzenia od zmysłów, jakieś smieszne workowate papucie szpitalne wytarłam na wylot od chodzenia w tę i we wtę; wstyd przed puszczeniem pawia ze strachu powodował, że co chwila musialam ukradkiem łapać  powietrze w uchylonym oknie; pan anestozjolog w różowym kitlu – wydawało mi się, czy to jawa??? dlaczego nikt mi nie dał głupiego jaśka na czas małej na stole??? powinno to być jakoś prawnie gwarantowane; budzi się ona i ja; potem echh… matko;

najważniejsze, że lekarz operujący powiedział, że badanie histopatologiczne w tej chwili to już wg niego czysta formalność;

szpital piękny, nowoczesny, pachnący niemal; pielęgniarki zmęczone ale usmiechnięte,  salowe  cichutkie, niemal niewidoczne; kurwa jak pięknie!!! jak w leśnej górze!!!

ale nigdy, przenigdy nie chcę tam wrócić jako matka wyczekująca pod drzwiami bloku operacyjnego;  NIGDY !!!

i nigdy już nie chcę nosić w sobie tak strasznych wiadomości, tak koszmarnych mysli, jakie musiałam nosić w sobie samotnie przez ten cały pierdolony równy kurwa tydzień!!!

i chcę jak najszybciej zapomnieć widok mojego najdroższego człowieczka, który zwija się z bólu bezgłośnie puszczając łzy, w oczekiwaniu na początek działania kroplówki z ketonalem; jak najszybciej;

kilka sekund

To zabawne, jak kilka sekund może wpłynąć na dalsze życie człowieka; jak jeden niespodziewany element potrafi zmienić nasze dotychczasowe priorytety i sprawić, że wszystkie obecne problemy, wewnętrzne rozterki stają się absurdalne i śmieszne;

kilka sekund, podczas których krew ucieka z twarzy, serce zwalnia niemal do zera a tobie chce się puścić pawia z przerażenia;

nieprzespana i przemodlona noc pomogła trochę; przytępione zmysły pozwoliły realniej, spokojniej spojrzeć na to wszystko;

Bóg nie da nikomu więcej, niż jest on w stanie udźwignąć; ale Bóg doskonale wie, że jestem wyjątkowo twarda i silna;

nic nie dzieje się bez przyczyny i z przypadku; wszystko ma swój cel;

dlatego nie szlocham już, dlaczego ja mam tego doświadczać i dlaczego kosztem innych;

ufam Mu;

ufam Ci Boże bezgranicznie; oddaję się całkowicie Twojej opiece;

tak łatwo teraz przyszło mi powiedzieć „wybaczam” wszystkim tym, którzy mnie zranili i skrzywdzili i zawiedli; bo cóż te wszystkie rzeczy są warte i jaki mają wpływ na moje życie??? żaden, prócz mojego egoistycznego odczucia krzywdy osobistej; oni po prostu tacy są; moja złość, gniew i jad ich nie zmienią; wszystko co powiemy i pomyślimy, wróci do nas w trójnasób; i dobro i zło; a taka niby mądra byłam, a taka głupia;

ufam Ci Boże, oddaję się Twojej opiece, tylko proszę – daj mi siły, żeby ufności i spokoju starczyło mi do samego końca; Bądź ze swymi Aniołami przy mnie i przy Oli; wierzę w to, że jesteście Wszechmogący;

i po północy :o)

kurcze, znów będę spała jakieś 3 godziny i potem się dziwię, że paszczęką tłukę nieprzytomna w parapet, no:o/ nachodzą mnie ostatnio wciąż dziwne myśli ( mam nadzieję, że to nie objawy schorzenia psychicznego!!! ); za dużo spraw nazbierało się ostatnio do uporządkowania, zamknięcia, rozwiązania i chyba mój ostatnio leniuchujący mózg nie wytrzymuje tego napięcia – tak to sobie tłumaczę:o)) sama już nie wiem o czym pisać; czy o tym, że maleństwo jest wyższe ode mnie nawet kiedy mam buty na 8cm obcasach??? nie wspominam o jej rozmiarówce ( albo wspomnę – 40 jak w pysk strzelił; jak sobie pomyślę, że Mariuszek ma 41 – hihihiiiiiiiiii :o); wszystko malutkie – ale jakie to słiiiitttaśne było :o))))))))))

a co do mężczyzn, to po tylu latach emocji z EXcentrycznym, po kilku z Mariuszem, chyba nadszedł ten moment, kiedy w końcu wiem, czego a raczej kogo chcę i to bez żadnych śmiechów w stylu księciunia na białym ośle; i nie ma mowy o kompromisach; na kompromisy miałam już swój czas w życiu; mozna rzec – jestem mistrzynią kompromisów; ale teraz – dupa!!! nie ma na to miejsca w moim życiu; wolę być sama aż do końca świata, niż kolejny raz nadginać swoję duszę pod czyjegoś buta;

tak więc oto długa, banalna lista przymiotów, jakie powinien ( sru tu tutu powinien, musi ) posiadać starający się o moje względy i serce:

- że przystojny to chyba jasne, próżna jestem, ale gust spaczony, więc każdy ma szanse :o) – jeśli miałby być blondynem, to niech lepiej pokocha maszynkę do strzyżenia, bo wolę łysego od blondynowatego :o) – mądry ( ale w doopie mam tę mądrość ksiązkową, akademicką, życiem musi być mądry)
- dobry – czuły – troskliwy – wyrozumiały ( i to chyba jest zrozumiałe, dlaczego musi taki być:o) ) – majętny, bo naprawdę dosyć mam już troszczenia się o losy finansowe całej rodziny – wierny – kochający mnie taką, jaką jestem, z całym dobrodziejstwem inwentarza – mogłabym napisać : doskonały kochanek, ale na dziś – seks naprawdę jest lekko przereklamowany :o) – jeśli coś sobie przypomnę, dopiszę; teraz zaćma dopada mnie nocna – w końcu :o)

DOPISKI WYMAGAŃ :o)

- jedynym nałogiem może być niezmienne uwielbianie mnie :o)

a jeśli ktoś nie widzi, jaka jestem wspaniała, fantastyczna, mądra, ciepła, cudowna :o)) – to jego strata; mi w końcu przestało ZALEŻEĆ na tym, żeby komuś na mnie zależało; oczyszczenie? mądrość natchniona? stan chwilowy? nie mam pojęcia; przecież w każdej chwili może mi się to zmienić:o) już kiedyś robiłam podobną listę; o EXcentrycznym; wypadł kiepsko w fajkowaniu kolejnych wymagań – poza doskonałym kochankiem:o) no i pan M – lista jak wół mówiła jedno, a ja jak osioł wciskałam sobie drugie;

echh …. po prostu zycie :o)

wkurwia mnie wciąż ten totalny brak kasy; nie znoszę tego stanu; nie lubię i już; tupię jak dziecko nóżką; jak ludzie mogą tak żyć z wyboru??? jak można znosić spokojnie tę ciągłą nerwówkę, te odwlekanie, wyczekiwanie: wyrażą zgodę czy nie; te ciągłe sprawdzanie konta w nadziei, że anonimowy sponsor darczyńca wpłaci okragłą sumkę na wiecznie świecące pustkami konto??? po długim i burzliwym namysle postanowiłam jednak nie otwierać debetu ani linii kredytowej; kolejne zobowiązania, kolejne pilnowanie terminów; nie:o/ jestem już tym zmęczona i wolę jednak zacisnąć zęby – oby do czerwca; oby to minęło jednak szybciej; oby kurwa recesja nie trafiła w firmę, bo mnie nie recesja wtedy trafi tylko szlag jasny!!!

czy to ty wojtuś, wrzuciłeś dziś po prostu w google hasło “idalka sex” i tu trafiłeś :o)??? jeśli tak, to się przyznaj jełopie malowany :o))))) pana byłego mojego dyrektora niezmiennie serdecznie pozdrawiam:o) co u pana słychać:o)???

kurcze – pierwsza już; a mialam pisać przemądre rzeczy; a jedyne o czym teraz myślę to to,że mi smierdziel nalał na wykładzinę i od jutra ma karcer w kuchni podczas naszej niebytności w domu; i niby takie toto głupie i nadrabia ten brak wdziękiem, ale kiedy zobaczyła, że wyciągam barierkę drewnianą dla dzieci i reguluję do drzwi kuchennych, od tego momentu pies chodzi po domu ze spuszczoną głową i kiwa smętnie ogonem; i niech mi nikt nie bredzi, że to nierozumne zwierzę i że z automatu reaguje na nasze polecenia; ona jest kurffa cwańsza niż ja i kangur razem wzięte!!!

gnida moralna, jak nazywam ostatnio EXcentrycznego, miała w niedzielę chwilę zadumy, jakiego to brylantu swojego czasu nie uszanowało i nie doceniło; w końcu niunia dostała spóźniony o ponad miesiąc telefon urodzinowy od tatusia; w sobotę po południu dokładnie odebrała go od mamusi tatusia; gnida pomny moich próśb nie czekał znów tygodniami, aż znajdzie czas na ściągniecie simlocka, wgranie polskiego menu, więc pomny mych uwag, dołozył do pudełka z telefonem 20 funtów – no szaleństwo, prawda :o)??? tak więc gnida zadzwoniła w niedzielne południe do dziecka swego i tak troskliwie się pytała, jak telefon, że dał pieniązki na serwis, niech idzie dzieciątko z mamusią w poniedziałek, a dzieciątko najdroższe, najwspanialsze wykrzyknęło mu radosnie w telefon, że mamusia jej już wczoraj zdjęła simlocka, tylko polskie menu wgra jak znajdzie chwilkę czasu, bo pliku nie może znaleźć :o)) tatuś zamilkł i poprosil mamusię do słuchawki:o))) hehe – gnida:o/ i och i ach zdumonym głosem, bo jego znajomi mieli problemy w polsce jak probowali ściągać blokady i wgrywać polskie oprogramowanie; a ja ależ to dla mnie drobiazg kochanie – to nic, że jak pierwszy raz spróbowałam tego na osobistym służbowym telefonie i chciałam go “stjuningować”, to potem do 4ej nad ranem tłukłam czołem w biurko, bo uwaliłam telefon, że ani drgnął i myslałam, że przez głupie zabawy znów wywalę kasę niepotrzebnie; ale kiedy w końcu zaskoczyłam, nie ma mocnych :o)) pewna marka telefonów jest dla mnie goła jak własna dupa :o))) więc nie minęłam się z prawdą z lekkim zarozumiałym luzem odpowiadając nadal kościelnemu mężowi:o) och peanów długo znieść nie mogłam i oddałam brutalnie w pół słowa słuchawkę dziecku; i z wredną miną siadłam przypominając sobie rozmowę z gnidą sprzed dwóch tygodni, kiedy poinformował mnie, że dla jego “kobiety” jak ją nazywa:o) było dramatem, kiedy pralka odmówiła przyjmowania płynu do płukania z pojemnika:o)); ale jedno wiem na pewno – w życiu nie przyznam się do takich umiejętności przed jakimkolwiek potencjalnym choćby kandydatem na ukochanego :o)) ja naprawdę w takich momentach będę dostawać niekłamanej amnezji wybiórczej:o) łącznie z nieznajomością drogi do śmietnika :o)))

kurcze – rozdwajają mi się paznokcie; na czole wykwitła mi czerwona dioda, która przedwczoraj była jakąś malutką potóweczką, ale oczywiście musiałam ją wydziabać niekoniecznie sterylnym pazurem; no i teraz choć nie ma mrozów, latam w beretku po świecie; plusem tego jest fakt, że połowa znajomych mnie nie poznaje na pierwszy rzut oka; bo jakoś nadal nie mam ochoty widywać nikogo;

a za niedługo spotkanie coroczne klasowe; i ma być ON; i nadal nie wiem;  jeśli sytuacja się rozwinie, bzyknąć się czy nie bzyknąć?  pomijam milczeniem wersję, że spojrzy na mnie i się skrzywi z niesmakiem; o mamussssssssss!!!! przecież to też jest mozliwe:o/

ale jeśli nie – hmmm – na teraz uznałabym to jako trzecią randkę, przyjmując poprzednie dwa razy po kilka namiętnych i niewinnych godzin sprzed lat, jako randkę nr 1 i nr 2; wtedy na randce nr 3 można spokojnie iść z facetem do łóżka:o))) się ogląda hamerykański serial o seksie w wielkim mieście :o)))) tylko czy on go także ogląda, żeby nie bylo, że na temat zasady 3 randek nie ma zielonego pojęcia!!! wtedy wyjdę na wielką puszczalską, zaprzepaszczę jedyną szansę na przekonanie się, czy wieloletni ideał fizyczny i emocjonalny faceta był wart bycia tym ideałem czy nie i nie będę miała okazji, żeby mógł poznać mnie nie tylko od dupy strony – dosłownie i przenośni:o)

idę spać – stanowczo – kukułka u sąsiada wybiła na 1:30 w nocy; jutrzejsze sińce pod oczami pobiją dzisiejsze, które i tak wzbudzały zainteresowanie wszystkich; a w porannym busie linii nr 2 kierowcą jest nieziemsko słodko przystojny pan, który się mi bacznie przyglada w lusterku i usmiecha kiedy wchodzę; ale może sobie to robić do usranej smierci; na prawej dłoni ma obrączkę; ZŁOTĄ obrączkę; takie to kurwa moje szczęscie jest – kulawe, kostropate i w dodatku z odjechanym czarnym poczuciem humoru – zupełnie jak jego wlaścicielka czyli ja;

spać idiotko – jutro musisz być w formie:o/

Starsze wpisy »